Wakacje 2024 – Dzień 5 – Grindelwald Bachalpsee

Idziemy w góry, chociaż tym razem więcej będziemy schodzić niż wchodzić

Kontynuujemy nasz pobyt w Grindelwald. Tym razem naszym celem jest jezioro Bachalpsee. Jezioro Bachalpsee jest położone w niewielkiej odległości od First. Nie udało się nam tego zrealizować w dniu poprzednim więc próbujemy dotrzeć tam dzisiaj. Pogoda nas nie rozpieszcza. Jest pochmurnie, ale chmury zalegają wyżej, nie ograniczając widoczności jak dzień wcześniej.

Waldspitz

Zaczynamy znów od wykorzystania komunikacji miejskiej i dojazdu do centrum miasta. Tam przesiadamy się na autobus linii 127 do Waldspitz. Znów jedziemy klimatyczną coraz węższą drogą.

W pewnym momencie droga traci asfalt i jedziemy drogą szutrową. Najciekawszy jest dojazd do ostatniego przystanku przy Waldspitz. Jakieś 200m przed autobus w szerszym miejscu drogi zawraca i ostatni odcinek do przystanku pokonuje na wstecznym biegu. Przy samym schronisku nie byłoby szansy na zawrócenie.

Startujemy zgodnie ze znakami szlaku w stronę First. Po chwili odbijamy w lewo bezpośrednio w stronę jeziora. Idziemy typową górską ścieżką. Pewien niepokój budzi szczelina na jej środku sugerująca odspajanie się górnej warstwy zbocza. Zresztą mijane niewielkie osuwiska potwierdzają moje przypuszczenia. Większość trasy ścieżka prowadzi wzdłuż doliny, dno której stanowi rozlewisko strumienia wypływającego z jeziora Bachalpsee.

Znów po drodze mamy możliwość obserwować świstaki. Nic nie robiły sobie z naszej obecności nie przerywając nawet zabawy.

Bachalpsee

Ostatni odcinek do jeziora pokonujemy po zalegającym śniegu. Jesteśmy nad sztucznie utworzonym zbiornikiem wodnym. Wydaje się, że trochę innym niż poprzednie, które widzieliśmy. Te jest jakby bardziej surowe. Może sprawia to otoczenie. Inaczej odbiera się jeziora otoczone lasem, drzewami, a inaczej w otoczeniu wznoszących nad nimi gołych skał i zalegającego śniegu. Pogoda nie jest najlepsza. Jest pochmurnie i wieje wiatr. Więc może i to wpływa na odbiór jeziorka.

Mimo to jezioro stanowi duży obiekt zainteresowania. Spotykamy tłumek turystów docierających tam od strony First. Zresztą wielu wykorzystuje nadarzającą się okazję jaką daje wjazd na górę i przejście bez wysiłku nad jezioro. I znów jesteśmy świadkami sesji zdjęciowych, odpowiedniego pozowania itp. Trochę to dziwne. Być może jednak ludzie tego potrzebują.

W trakcie krótkiego odpoczynku nad jeziorkiem połączonego z drugim śniadaniem ustalamy drogę powrotną. Decydujemy się powrót przez Hireleni z takim założeniem aby wyjść w pobliżu przystanków autobusowych.

Cofamy się trochę naszą ścieżką żeby wejść na szlak. Nie różni się od poprzedniego tyle, że wznosi się jeszcze trochę i trzeba być bardziej uważnym na zalegających łachach śniegu. Mi w trakcie takiego pokonywania strumienia udaje się zapaść jedną nogą na śnieżnym mostku pomimo tego, że sprawdzałem kijem stabilność podłoża. Trzeba uważać.

Po osiągnieciu Hireleni nagle wszystko się zmienia. Zaczyna padać deszcz. Teren z łączki przekształca się w ostre skały ze schodzącą mocno w dół ścieżką usłaną odłamkami kamieni. Nawet nie było jak zrobić zdjęć. Człowiek koncentruje się na bezpiecznym zejściu z góry.

Trochę lepiej jest na poziomie hal, chociaż tam wcale nie można sobie odpuścić. Rozdeptany przez pasące się bydło szlak wcale nie jest bezpieczniejszy. Buty ślizgają się oblepione błotem.

Udaje mam się dotrzeć w okolice skrzyżowania Holewang. Znów krótka narada i schodzimy w dół do końca do kampingu.

Pogoda poprawia się trochę w samym Grindelwaldzie. Nam udaje się już bez przeszkód dotrzeć na kamping.

Podsumowanie

Trasa wycieczki Waldspitz – Bachalpsee – Grindelwald – 11,9 km. Wznios 447 m, spadek 1390 m.

Wakacje 2024 – Dzień 4 – Grindelwald – First

Dzisiaj zdobywamy Firsta, ale nie z wykorzystaniem kolejki linowej

Zaczynamy kolejny dzień w Grindelwaldzie. Poranek nie zapowiada dobrej pogody. Jest szaro. Okoliczne szczyty górujące nad miejscowością do połowy skryte są w chmurach. Liczymy jednak na poprawę pogody.

Nauczyliśmy się już korzystać z lokalnych linii autobusowych i z wykorzystaniem linii 121 z okolic terminala kolejki linowej jedziemy do centrum miejscowości, żeby po chwili przesiąść się do autobusu linii 128.

Grosse Scheidegg

Dzisiaj naszym celem jest First, ale nie w wersji dla leniwców, czyli z wykorzystaniem kolejki linowej. Autobusem linii 128 jedziemy do przystanku Grosse Scheidegg. Jesteśmy z zasadzie jedynymi pasażerami autobusu.

Droga robi wrażenie. Nie chciałbym tam się znaleźć nawet z osobówką, nie mówiąc o kamperze. Autobus porusza się całą szerokością jezdni. Napotkani piesi schodzą głęboko na pobocze. Wymijanie rowerzystów to zupełny koszmar. Mijanie z pojazdami kończy się często jazdą na wstecznym biegu na najbliższego szerszego odcinka drogi. Widać jednak wyrozumiałość ludzi.

Z każdym kolejnym zakrętem widoczność staje się coraz bardziej ograniczona. Na Grosse Scheidegg jesteśmy już prawie na 2000 m.n.p.m. Jesteśmy w chmurach. W zasadzie widać coś w odległości 200 metrów. Przynajmniej teraz nie ma co liczyć na jakieś widoki.

W stronę First ruszamy z wykorzystaniem Romantikweg. Droga szeroka, stanowiąca ciąg pieszo-rowerowy. Niestety z tego romantyzmu nic nie widać.

Hohenweg 2400

Nie ułatwiamy sobie drogi. Schodzimy z drogi na Hohenweg 2400. Nie jest to najprostsza droga na First, ale za to dużo ciekawsza.

Ledwie zeszliśmy z drogi, a już przeprawiamy się po nowej kładce przerzuconej nad rwącym potokiem. Kilkadziesiąt metrów niżej zauważamy starą kładkę zniesioną przez wodę. Podziwiamy siłę wody jaka musiała przemieścić tak ciężką konstrukcję opartą na stalowych legarach.

W przedmuchach chmur pojawia się coraz więcej szczegółów terenu. Nawet daje się zauważyć otaczające nas szczyty.

Widać, że ścieżka jest przygotowana również dla młodszych turystów. Przy ścieżce co kilkaset metrów można napotkać ustawione w jej pobliżu drewniane rzeźby świstaków, kozic, puchaczy i innych zwierząt. Co chwila słychać ostrzegawcze gwizdy świstaków. Zatrzymując się na chwilę można nawet obserwować je przemieszczające się po terenie.

Zdjęcie. Drewniane rzeźby przy szlaku.

Zdjęcie. Jak będziesz uważanie się rozglądać, to możesz spotkać na szlaku baraszkujące świstaki i pasące się kozice.

First

Widać, że zbliżamy się do First. Na ścieżce spotykamy dwie pary starszych Azjatów. Po powitaniu już wiem, że mamy do czynienia z Japończykami. Przywitali się tradycyjnym Konichua z pełnym ukłonem. Odpowiedziałem tak samo w sumie to odruchowo, sam byłem zaskoczony. Rzadki widok. Pełen szacunek. Dużo młodsi od nich rzadko kiedy oddalają się od obiektu do którego przybyli. Oni na pewno byli ponad pół kilometra od First.

Zaczyna się ruch. Pojawia się coraz więcej turystów. I my również zaczynamy więcej widzieć. Spomiędzy chmur zaczynają się pojawiać kolejne fragmenty gór.

No i oczywiście First. Przez krótką chwilę obserwujemy jedną z atrakcji serwowanych na First. Jest to przejażdżka w dół będąc zawieszonym pod liną z prędkością ok 80 km/h. Sądząc po piskach na całą okolicę musi robić wrażenie.

Na First nie wchodzimy od strony restauracji. Idziemy w stronę końca stacji. Teoretycznie zgodnie z niektórymi mapami tam jest wejście na jednokierunkową kładkę zwieszoną na pionowej skale góry. Piszę teoretycznie, ponieważ nigdzie nie zauważyłem jakichś znaków kierunkowych. I tu jest pewien problem. Z braku kierunkowości kładka co chwila się zapycha się w najbardziej newralgicznych miejscach. Do tego jeszcze przymusowe postoje, przecież trzeba dobrze zapozować do zdjęcia w mediach społecznościowych. Jednak nie jest to istotne. Przejście kładką polecam wszystkim.

Rozpogodziło się trochę, więc pojawił się piękny widok na dolinę w stronę Grindenwaldu. Z racji ukształtowania terenu widać tylko cześć miejscowości, ale i tak jest co podziwiać. Do tego dochodzą emocje z racji zawieszania kładki nad przepaścią. W mojej ocenie jest fajniej niż pokonanie specjalnie przygotowanej ścieżki Thrill Walk na pobliskim Birg. Tam było za bezpiecznie, za dużo zabezpieczeń. Tu masz tylko oddzielającą cię od przepaści poręcz.

Dochodzimy do „ślimaka” ścieżki wiodącego do wysuniętej kładki widokowej. Jednak po chwili oczekiwania w kolejce rezygnujemy. To nie ma sensu. Każdy stojący w kolejce liczy na piękne ujęcie, a kolejka nie posunęła się nawet o jedną osobę. Może następnym razem będzie okazja.

Waldspitz

Wracamy z powrotem na początek ścieżki żeby skorzystać z urządzonego tam punktu widokowego. I znów jest co podziwiać. Niestety mam pecha. Potykam się na stopniu podestu i walę się kolanem na kratę podestu. Czuję wilgoć na kolanie, czyli nie jest dobrze. Na szczęście przydaje się noszona ze sobą apteczka. Z kolanem wszystko w porządku, tylko trochę pokiereszowana skóra.

Niestety musimy skrócić wycieczkę. Za niecałą godzinę mamy autobus z Waldspitz. Schodzimy stromym zejściem z First.

Wraz ze schodzeniem ścieżka robi się coraz bardziej cywilizowana zamieniając się w pewnym momencie w szeroką drogę. Czy chcesz, czy nie i tak przystajesz momentami, żeby chłonąć roztaczający się widok na dolinę i góry po przeciwległej stronie.

Do autobusu przychodzimy z zapasem czasu. Przed restauracją oczekuje już kilka osób

Streszczenie dnia na zamieszczonym filmie:

Podsumowanie

  • Trasa wycieczki – Grosse Scheidegg – First – Waldspitz – 8,8 km. Przewyższenie 406 m , spadek 456 m.

Wakacje 2024 – Dzień 3 – Grindelwand – Pfingsteggbahn

Zaczynamy nasz pierwszy dzień wakacji, chociaż pogoda nas nie rozpieszcza

Pełni energii po obfitym śniadaniu zaczynamy właściwie nasz pierwszy dzień wakacji. Wyposażeni „na bojowo” ruszamy w kierunku centrum miejscowości. Mamy do niego jakieś 1,5 km. Oczywiście pod górkę. W Grindelwadzie trudno mówić o centrum. W sumie to Grindenwald składa się z jednej głównej ulicy przy której znajdują się najważniejsze obiekty w mieście. Wszystko skupia się wokół dworca kolejowego i dworca autobusowego.

Grindenwald Bus Pass

Naszym celem są właśnie okolice dworca autobusowego. Chcemy tam kupić trzydniowy Grindenwald Bus Pass umożliwiający poruszanie się po okolicy z wykorzystaniem wszystkich dostępnych w miejscowości linii autobusowych. Bilety można kupić w drewnianej budce zlokalizowanej na obrzeżu dworca autobusowego lub w punkcie informacji turystycznej. Nam udaje się zakupić dopiero tam. Bierzemy bilety z terminem ważności od dnia następnego. Przy zakupie trzeba uzbroić się w trochę cierpliwości. Nie dość, że jesteś w biurze informacji turystycznej i musisz swoje odstać, to jeszcze bilet jest wypisywany ręcznie.

Grindenwald Bus Pass umożliwia przemieszczanie się wszystkimi liniami autobusowymi w obrębie doliny. Tak więc oprócz linii 121, 122 i 123 można skorzystać z linii 126 do Bussalp, 127 do Waldspitz i 128 do Schwarzwaldalp. Trzy ostatnie linie są uruchamiane tylko w okresie letnim.

Pfingsteggbahn

Mamy już bilety na kolejne dni, wobec powyższego dzisiejszy dzień trzeba również zagospodarować. Ponieważ nasza karta gościa oferuje zniżkę na przejazd kolejką linową na Pfingstegg, więc wykorzystujemy tę możliwość. Kolejka jest niewielka w stosunku do innych w okolicy. Przejazd na górę zajmuje zaledwie pięć minut. Sama kolejka jest obsługiwana tylko przez dwa rustykalne wagoniki. Rustykalne nie dlatego, że są już wiekowe. Chociaż to też, ale dlatego, że są przyozdobione domowymi koronkami, a na zewnątrz wagonika wiszą skrzynki z pelargoniami. W sumie wygląda to całkiem nieźle.

Zdjęcie. Ci wszyscy ludzie, i my też, zmieścili się w tym rustykalnym wagoniku kolejki na Pfingstegg.

Obsługa sprawnie upycha wjeżdżających do wagoniki. Jest jak w puszcze sardynek. Jak zdążyłeś przed wejściem do wagonika wyciągnąć do góry rękę z telefonem, tak możesz już jechać do końca. Co ciekawe byliśmy jedynymi Europejczykami w wagoniku. Kolejka cieszy się dużą popularnością.

Stacja końcowa Pfingstegg wita nas deszczem. Musimy chwilę przeczekać. Jesteśmy jedynymi, którzy ruszają dalej. Pozostałe towarzystwo korzysta z atrakcji na miejscu typu place zabaw, restauracja itp. Nie uszliśmy daleko. Pogoda znów nas nie rozpieszcza. Udaje nam się przeczekać kolejny deszcz na placu do grillowania siedząc pod daszkami starych krzesełek kolejki stanowiących tu rolę huśtawek.

Wreszcie deszcz trochę przechodzi. Ruszamy na szlak. Trzymamy się ścieżki prowadzącej w kierunku schroniska Baregg. Ścieżka dobrze przygotowana, miejscami wiedzie zboczem skały. Może się zdarzyć, że czasem ścieżka wiedzie z dużą ekspozycją pionową. Jednak nic wymagającego. Cały czas między drzewami przebija się widok na położony niżej Grindelwald. Ze względu na zachmurzenie na więcej nie mogliśmy liczyć, ale i tak było na co popatrzeć się. Po drodze mijamy nielicznych turystów.

Po drodze znów dopada nas deszcz i to nawet intensywny. Na szczęście znajdujemy ukrycie pod nawisem skalnym. Rozsiedliśmy się wygodnie i czekaliśmy na przejście deszczu, który skończył się po chwili. Na skrzyżowaniu Wyssenfluh skręcamy w kierunku Marmorbruch, żeby wyjść nad przełom rzeki Weisse Lutschine.

Weisse Lutschine

Kanion rzeki o pionowych gołych ścianach robi duże wrażenie. Dołem płynie wzburzona i spieniona rzeka. Na jej brzegu widać metalowe kładki. Dno przełomu jest udostępnione do zwiedzania. Przygotowano cały ciąg kładek i przejść dla lepszego zwiedzania. Wejście oczywiście płatne. Jest jeszcze jedna możliwość zapoznania się z kanionem. Możesz to zrobić z wykorzystaniem skoku na bangge. Na pewno wrażenia są niezapomniane. Chociaż my akurat odpuszczamy tę atrakcję.

W zasadzie nie można podejść bezpośrednio nad krawędź wąwozu, ale nawet to co daje się zobaczyć robi wrażenie. Więcej zobaczysz z mostu zawieszonego nad przełomem rzeki. Z wysokości możesz obserwować wzburzony nurt rzeki nie przypominającej górskich strumyków.

300 metrów za przełomem nie schodzimy w dół w stronę Grindenwaldu, a ścieżką po poziomicy kontynuujemy nasz wypad. Po około kilometrze wychodzimy na przedmieściach miejscowości. Wcale jednak nie mamy z górki. Wbrew pozorom jeszcze co najmniej raz trzeba nieźle się namęczyć drapiąc się pod górkę.

W Grindelwaldzie wychodzimy w okolicach parkingu naprzeciw stacji kolejki Grindelwald Grund. Stąd znów mamy do kampingu pod górkę. Na koniec dostajemy jednak bonus. Nad Grindelwaldem pojawiła się tęcza. Trzeba przyznać, że było to jakieś pocieszenie po tym deszczowym dniu. 

Skrót z całego dnia na zamieszczonym filmie:

Podsumowanie

  • Koszt zakupu trzydniowego Grindelwald Bus Pass – 62,00 CHF / osobę.
  • Przejazd kolejką linową na Pfingstegg – 16,00 CHF / osobę
  • Trasa wycieczki Pfingstegg – Camping Eigernordwand – 5,9 km. Wznios 161 m, spadek 606 m.

Wskazówki

  • Lokalne linie autobusowe jeżdżą z częstotliwością jednego przejazdu na około godzinę, więc sprawdź rozkład jazdy.
  • Częściej, bo około jeden przejazd na pół godziny kursuje autobus 121 linii Express z dworca autobusowego w centrum do terminala kolejki linowej Eiger Express. Teoretycznie nie zatrzymuje się na przystankach pośrednich.
  • Koszt jednego przejazdu autobusami linii 126, 127, 128 wynosi około 27,00 CHF. Rozsądnie korzystając z Grindelwald Bus Puss jego koszt może zawrócić się już po trzech przejazdach.
  • Grindelwald Bus Pass możesz zakupić w małym drewnianym kiosku znajdującym się na skraju przystanku autobusów w centrum miejscowości. Kolejnym punktem jest znajdujące się kilkadziesiąt metrów dalej biuro informacji turystycznej.
  • Grindelwald Bus Pass umożliwia również bezpłatne korzystanie z linii lokalnych 121, 122 i 123 jeśli nie posiadasz karty gościa.
  • Do wąwozu rzeki Weisse Lutschine możesz dojechać autobusem linii 122. Końcowy przystanek autobusu znajduje się prawie bezpośrednio przy wejściu na ścieżkę do wąwozu.

Wakacje 2024 – Dzień 2 – Ciągle w drodze

Ciągle w drodze, ale dzisiaj będziemy już na miejscu

Pobudka. Śniadanie. Szybka obsługa kampera i ruszamy w dalszą drogę. Jest jeszcze chwila na podziwianie z daleka zamku Wartburg górującego nad okolicą. Wabi nas. Może następnym razem.

Zdjęcie. Zamek Wartburg z okolic parkingu dla kamperów w Eisenach.

Nie dyskutuj z nawigacją i tak wyprowadzi Cię w maliny

Ruszamy dalej, a ja znów próbuję dogadać się z moją nawigacją, która żyje własnym życiem. Otóż twierdzi, że znajdujące się przed nami remontowane odcinki autostrad są .. zamknięte! Nie za bardzo jej wierzę i trzymam się lokalsów. I co!? Okazuje się, że można normalnie przejechać. Z tego wszystkiego nawigacja odegrała się później na mnie i w połowie trasy władowała mnie bez ostrzeżenia w korek, gdzie musiałem swoje odstać.

Ponieważ jedziemy autostradą A5 więc jak zwykle mamy problem z zatrzymaniem się na postój. Na pierwszych trzech parkingach tylko zwalniamy nie zatrzymując się. Wszystko parkingi zabite ciężarówkami. Udaje się na czwartym. Co ciekawe zatrzymujemy na tym samym parkingu co 4 miesiące temu, dokładnie o długość kampera dalej niż ostatnio.

Za chwilę wyjaśni się gdzie zaczynamy

Startujemy dalej autostradą A5. Jeśli czytałeś Drogi Czytelniku poprzednie wpisy, zawiodę Cię. Tym razem nie będę skręcał w autostradę A36 w kierunku Francji, ponieważ naszym celem jest .. Szwajcaria.

Tym razem wakacje zaczynamy od wysokiego C. Nie robimy żadnej rozgrzewki w mniejszych górkach Zaczynamy od poważnych GÓR.

Jedziemy w kierunku Bazylei, ale przed nią odbijamy w bok i przez Rheinfelden wjeżdżamy do  Szwajcarii. Na granicy zwalniamy nie zatrzymując się na znaku stop, ponieważ szwajcarski strażnik graniczny macha żeby jechać dalej. I tak muszę za chwilę zatrzymać się na najbliższej stacji paliw, żeby wykupić winietę. Oklejeni winietą ruszamy z werwą dalej, żeby … za chwilę utknąć w korku. Jazda po szwajcarskich autostradach nie należy do przyjemności, ale jest niezbędna, a czasem jest nawet emocjonująca. W każdym razie udaje nam się ominąć Berno oraz Thun i zbliżamy się do Interlaken.

Stąd już tylko rzut beretem dzieli nas od pierwszego celu podróży .. miejscowości Grindelwald. Jest to nasza kolejna wizyta w tej okolicy. Kilka lat temu odwiedziliśmy sąsiednią dolinę Lauterbrunnen.

Kilka kilometrów przed Lauterbrunnen odbijamy w lewo. Wąską, typową dla tych terenów drogą pniemy się powoli coraz wyżej. Na szczęście nasz kamping znajduje się prawie na wjeździe do miejscowości.

Camping Eigernordwand

Meldujemy się na Campingu Eigernordwand. Załatwiamy wszelkie formalności. W ramach pobytu otrzymujemy kartę gościa. Karta gościa upoważnia do korzystania z bezpłatnej komunikacji w obrębie miejscowości przy korzystaniu z linii 121, 122 i 123. Są jeszcze trzy dodatkowe linie, ale o nich będzie w kolejnych wpisach. Więcej informacji o korzyściach karty gościa możecie sprawdzić na bieżąco na stronie internetowej.

Kamping składa się z trzech części. Hotelu z restauracją, części z ustawionymi na stałe przyczepami kampingowymi oraz części kampingowej. W zasadzie panuje tam dowolność w rozbiciu się na pobyt. Chociaż właściciel próbuje to opanować zwłaszcza, że teren jest po opadach miejscami błotnisty. Dla pojazdów zabezpieczone są drewniane najazdy z których można skorzystać. Nie dość, że niwelują nierówności terenu, to jeszcze zapobiegają nadmiernemu zapadaniu się pojazdu w trawie. W mojej ocenie lepiej sprawdzają się niż fabryczne, plastikowe. Radzę z nich skorzystać.

Oczywiście na terenie kampingu znajduje się blok sanitarny. Jest jeden i do tego nowy. W pełni spełnia swoją rolę, a nawet więcej. Chociaż to więcej, można uznać za wadę. Mianowicie, na terenie kampingu dostępna jest bezpłatna sieć Wi-Fi. Dokładniej jest dostępna w dwóch miejscach. Przy recepcji i przy … bloku sanitarnym. W ten oto sposób blok sanitarny i ustawiona pod nim ławeczka staje się centrum spotkań towarzyskich. Przechodząc do wady. Niektórzy z tego powodu nadmiernie okupują toalety. W sumie przecież nie można zabronić.

Po rozstawieniu się mamy jeszcze chwilę. Ruszamy więc na mały spacer po okolicy. Pomimo zalegających nisko chmur jest pięknie i liczymy na więcej. Dodatkowo prawie po sąsiedzku znajduje się stacja Wengernalpbahn, najdłuższej kolei zębatej na świecie.

Zdjęcie. Zjeżdżający z gór pociąg Wengernalpbahn. Po środku torowiska widoczna trzecia szyna zębata.

Z drugiej strony znajduje się duży terminal stacji kolejek linowych Eiger Express oraz Mannlichenbahn. Jest w czym wybierać tym bardziej, że atrakcji jest więcej.

Podsumowanie

  • Przejazd Eisenach – Grindelwald – 681 km.
  • Koszt winiety szwajcarskiej – 40,00 CHF.

Wskazówki

  • W Grindelwald odkryliśmy trzy kampingi. Drugi jest mniejszy i wymaga wcześniejszej rezerwacji, a trzeci jest trochę dziwny. Będzie o tym w dalszym wpisie.
  • Camping Eigernordwand nie przyjmuje podróżujących z psami.

Wakacje 2024 – Dzień 1 – W drodze

Zaczynamy wakacje. Musimy racjonalnie gospodarować czasem, a tego jest niewiele

Zaczynamy wakacje. Plany są ambitne, a czasu na ich realizację niewiele. Ja w zasadzie wpadam w wyjazd prosto z marszu oderwany od biurka. Małżonka jest już tydzień na wakacjach. Ja ten czas poświęcam zakupom, oczywiście tym niezbędnym i tym mniej potrzebnym. Na te wakacje przewiduję dodatkowe atrakcje, ale nie wszystko na raz. Będę dawkować informacje. Nie zdradzę wszystkiego w pierwszym wpisie.

Udaje nam się zebrać wszystko z samego rana. Przynajmniej tak sądzimy. Wbrew pozorom wymagało to trochę wysiłku. Startujemy o miarę rozsądnej godzinie, jeszcze przed południem. Plan na pierwszy dzień, to skok na ponad 700 km.

Czyżby falstart!?

Teraz dopiero jak ruszyliśmy pojawiają się pierwsze problemy. Zaczęło się kół. Dokładniej od jednego. Muszę co kilkadziesiąt kilometrów i poprawiać dokręcenie śrub.  Dopiero za kolejnym razem, jak piasta koła i śruby osiągnęły odpowiednią temperaturę przechodzi jak ręką odjął. Zapominam o kole.

W międzyczasie jednak zauważam, że moja lodówka nie przechodzi w trybie automatycznym na zasilanie gazem. Szybka weryfikacja i okazuje się, że skończył się gaz. Na dodatek w butli, w której teoretycznie powinien być. Nie pozostało nic innego jak zaopatrzyć się w gaz na terenie Niemiec. Czyli pojawia się pierwszy wydatek na naszej wakacyjnej trasie. Na szczęście korzystamy z niemieckiej butli gazowej, więc nie będzie większych problemów z wymianą.

Jeszcze przed granicą ostatnie tankowanie do pełna za złotówki i wjeżdżamy do Niemiec. No nie tak całkiem. Trzeba odstać swoje w korku do kontroli po niemieckiej stronie granicy. Na szczęście korek zaczynał się dokładnie przed Odrą i miał około kilometra, ale swoje trzeba odstać.

Ponieważ jest sobota i ruch ciężarówek niewielki, więc w stronę Berlina przemieszczamy się w miarę sprawnie. Po butlę z gazem jedziemy do marketu jednej ze znanych również u nas sieci marketów budowalnych. Dla nas to najpewniejszy punkt zaopatrzenia w gaz. Pod Berlinem odbijamy kilometr w bok. Na zjeździe mijamy akcję służb ratunkowych przy rozbitym wozie. Nie wygląda to dobrze. Zaopatrujemy się w pełną butlę gazu i ruszamy dalej. Nie tak szybko. Okazało się, że w związku z wypadkiem, który mijaliśmy wcześniej .. zamknięto nam zjazd. Nie pozostało nic innego, jak szukać objazdu. W ten oto sposób przez godzinę tułamy się po pod berlińskich miejscowościach zanim wyjedziemy na naszą autostradę.

Strefa kibica

Dalej już bez przeszkód docieramy do naszego pierwszego postoju w Eisenach. Miejsce już opisywałem. Zatrzymaliśmy się tam w trakcie naszego wyjazdu na ferie w 2024 roku.

Tam trafiamy na prawdziwą strefę kibica. Akurat trwa kolejny mecz Euro 2024 Dania – Niemcy. Pomiędzy dwoma kamperami ustawiono 50 calowy telewizor wokół którego zgromadziła się rzesza kamperowych kibiców z właścicielem obiektu na czele. Niemcy wygrali. Chociaż po kibicach nie było widać zadowolenia.

Mi udaje się ustawić telewizję, a dokładniej odszukać kanały po zmianach na satelicie. Jednak i tak brakuje dwóch programów. Trudno będziemy musieli jakoś to przeżyć.

Noc mija spokojnie.

Podsumowanie

  • Przejazd do Eisenach – 723 km.
  • Koszt postoju dla dwóch osób w Eisenach – 15,00€.