Wakacje 2024 – Dzień 18 – Arabba

Wciąż w pobliżu Marmolady możemy podziwiać ją w całości

Zaczyna się nowy dzień w Malga Ciapela, więc nasz parking powoli się zapełnia. Po przeciwnej stronie parkingu kilkadziesiąt metrów ode mnie ustawia się osobówka. Nagle dolatuje do mnie swąd spalonych hamulców. Widać, że kierowca wiedział o tym, ponieważ chodził wokół samochodu i oglądał koła pojazdu. Świadczy to jedynie o zjeździe jaki, czeka Cię drogi czytelniku jeśli zechcesz odwiedzić te miejsce.

Arabba

W związku z tym, że mamy przed sobą zaplanowany postój w Cortina d’Ampezzo, a tam zatrzymujemy się na zwykłym parkingu, musimy zmodyfikować nasze plany. Musimy znaleźć miejsce do zrzutu szarej wody i uzupełnienia świeżej. Wbrew pozorom nie jest to łatwe. Albo korzystasz z oferty kampingu, albo innego miejsca. Niestety nie ma ich za wiele. Najbliższe sensowne dla nas znajduje się w miejscowości Arabba położonej zaledwie 8 kilometrów od nas w linii prostej. W górach jednak nic nie jest proste. Aby tam dojechać, mamy do pokonania 40 km krętych, wąskich górskich dróg.

Zatrzymujemy się na gminnym parkingu Area Sosta Camper – Arabba. Zajmujemy jedno z ostatnich wolnych miejsc. Widać, że miejscówka cieszy się dużą popularnością. Wcale się temu nie dziwię. Malownicza miejscowość z wieżą kościoła na tle gór wygląda wręcz pocztówkowo.

Forcella Porta Vescovo

Trzeba w jakiś sposób zagospodarować czas, jaki mamy do dyspozycji. Szybki przegląd mapek i przewodników i już jest trasa do przejścia. Zamierzamy do tego celu wykorzystać znajdującą się tuż przy parkingu kolejkę linową Porta Vescovo.

O tej porze koło południa w zasadzie jesteśmy jedynymi klientami kolejki. Możemy wręcz wybrać sobie wagonik. W każdym razie jest znów okazja do podziwiania coraz piękniejszych widoków, w miarę jak kolejka się wznosi. Górna stacja kolejki znajduje się na wysokości około 2 500 m. Pomimo że jechaliśmy praktycznie sami, na górze jest sporo turystów. Znaczne grono stanowią rowerzyści korzystający z możliwości zjazdu.

Ze stacji roztacza się piękny widok w obie strony przełęczy. Na północ i na południe. Z jednej strony dolina Arabby, z drugiej widok na masyw Marmolady. Jakże inny od tego, który widzieliśmy poprzednio. Teraz cały masyw jest nachylony w naszą stronę, więc mamy możliwość podziwiania jego szczegółów do tej pory dla nas niewidocznych.

My odchodzimy z głównego szlaku i prawie po poziomicy idziemy po zboczu. Stopniowo wyłania się leżące pomiędzy nami, a masywem Marmolada jezioro di Fedaia (Lagi di Fedaia – Lech de Fedaa). Z góry widzimy zaparkowane na parkingach nad jeziorem kampery. Mamy więc do zaznaczenia kolejne miejsce do zatrzymania się w przyszłości.

Na skrzyżowaniu szlaków zawracamy szlakiem 601 i zaczynamy podążać w kierunku celu naszej wyprawy, czyli przełęczy Padon (Passo Padon). Do celu idziemy z wykorzystaniem szlaków 601A, 680A i 680. Idziemy południowym zboczem, tak więc cały czas w zasięgu wzroku znajduje się masyw Marmolada i jezioro poniżej niego. Udaje nam się prawie dojrzeć dolinę w której staliśmy dzień wcześniej.

Po drodze trafiamy na stado owiec skutecznie blokujące przejście szlakiem. Inni obchodzili stado bokami, co w terenie górzystym nie jest najprostsze. My przeszliśmy przez środek stadka, pomagając sobie trochę kijem. Wystarczyło dotknąć owcy, a ona odskakiwała na bok, robiąc przejście. W każdym razie przeszliśmy spokojnie. Dopiero później zobaczyłem ustawiony przy szlaku znak ostrzegający przed psami pasterskimi. Gdybym zobaczył go wcześniej, nie byłbym taki odważny.

Passo Padon

Powoli zbliżamy się do schroniska Padon (Rifugio Padon). Jak zwykle schronisko z obłożoną restauracją. Nic dziwnego. Ze stacji kolejki linowej Padon II położonej trochę powyżej schroniska, co chwila wypluwana jest kolejna porcja turystów.

W pobliżu stacji kolejki zatrzymujemy się na krótki odpoczynek. Robimy sobie sesję zdjęciową z pierwszowojenną armatą. Co ciekawe można je spotkać także w innych miejscach. Na przykład jedna znajduje się w pobliżu Passo Tonale. Nie są to żadne pomniki. Są pozostałością po Wielkiej Wojnie. W jej trakcie wysiłkiem często kilkuset ludzi wciągano armatę na górę, gdzie była poważnym wzmocnieniem prowadzonych walk. Po zakończeniu wojny nie było woli i potrzeby, żeby ją stamtąd ściągać. Teraz stanowią żywą pamiątkę tamtych strasznych czasach.

Pora wracać. Łapiemy się śladu szlaku i idziemy w stronę przełęczy Padon i dalej Arabby. I tu następuje zacięcie. Przejście przez przełęcz jest przegrodzone budową. Nie ma żadnego obejścia. Na wywieszonej informacji jest obejście, ale trzeba nadłożyć ponad 9 km. Druga droga to powrót tym samym szlakiem przez Porta Vescovo. Szkoda, że nigdzie wcześniej nie było takiej informacji. Zaplanowalibyśmy naszą trasę trochę inaczej. Ruszamy sprintem. O 16.50 z Porta Vescovo odjeżdża ostatni wagonik w dół. Mamy godzinę, a znaki na szlaku wskazują 1,5 godziny do celu. Połykamy dosłownie kolejne metry szlaku. Pokonaliśmy szlak wokoło godzinę. Nadaremnie. Widzę ostatnie cztery osoby wsiadające do wagonika. Do mnie obsługa macha, że już koniec. Trudno.

Łapiemy oddech. Pozostaje nam jedyna droga zejścia szlakiem 698. Przed nami trochę ponad 4 km zejścia o spadku 875 m. Trzeba mocniej zawiązać buty.

Początek szlaku w miarę przyzwoity. Od połowy trzeba czasami rozglądać się za znakami szlaku. Widać, że szlak nie jest za często używany. Trafiają się miejsca z dużą ekspozycją pionową, ale do pokonania. Końcówka to strome zejście narciarskimi trasami zjazdowymi. Trochę trudno się schodzi. Pomagają kijki trekkingowe.

W końcu docieramy do naszego kampera.

Podsumowanie

  • Przejazd – Malga Ciapela – Arabba – 40 km.
  • Trasa wycieczki Porta Vescovo – Passo Padon – Arabba – 12,6 km. Przewyższenie 347 m. Zejście 1249 m.

Wskazówki

  • Na Passo Padon możesz dostać się od strony Marmolady z wykorzystaniem kolejki krzesełkowej Padon II.

Wakacje 2024 – Dzień 17 – Rifugio Onorio Falier All’Ombretta

Dzisiaj wycieczka doliną u podnóża Marmolady

Zaczynamy kolejny dzień naszej wyprawy w pięknej dolinie otoczonej wyniosłymi szczytami, w tym najwyższym z grupy Marmolada Punta Penia (3343 m).

Pomimo tego, że jest poniedziałek parking pod kolejką linową stopniowo zapełnia się. Dwadzieścia minut przed otwarciem kolejki przed kasą ustawiła się już spora kolejka do wjazdu na Marmoladę.

My trochę dąsamy się na kolejkę linową. Jeszcze niedawno, kiedy nie funkcjonował automatyczny parking, koszt postoju można było odliczyć przy zakupie biletów na kolejkę. Teraz z bezdusznym automatem nie podyskutujesz. Do tego na górze nie ma szlaków dla nas. Więc rezygnujemy z wjazdu na górę. Tym razem pozostajemy w dolinie. Naszym celem jest Rifugio Onorio Falier All’Ombretta położone u podnóża Punta Penia.

Malga Ombretta

Od samej stacji kolejki linowej trzymam się znaków szlaku turystycznego. Od samego początku szlakiem razem z nami idą inni turyści. Nie jakieś tłumy, ale jest ktoś w zasięgu wzroku. Po drodze mijamy zagrodę ze znudzonymi alpakami. Jedna dała sobie spokój i nie miała nawet siły machać ogonem.

W stronę doliny Ombretta (Val de Ombretta) można dojść co najmniej trzema drogami. Co prawda wiodą w różnych kierunkach, ale spotykają się w tym samym miejscu. My oczywiście wybieramy najbardziej pokręconą ścieżkę, czyli szlak 610. Teoretycznie szlak najkrótszy, ale za to z najbardziej wymagającym przebiegiem. Wspinamy się mozolnie, mamy więc czas na częste przerwy na podziwianie widoków, a jest co podziwiać wokół. Szlak prowadzi bezpośrednio w pobliżu potoku Pettorina (Torrente Pettorina), którego wody widowiskowo kaskadami spadają w dół. Na naszej części szlaku spotykamy niewielu turystów. Większość korzysta z łatwiejszego podejścia dwoma pozostałymi szlakami. Te akurat są bardzie przystosowane do ich pokonywania w towarzystwie czworonogów.

W końcu wchodzimy na połączenie szlaków. I znów nie trzymamy się „autostrady”. Odnajdujemy odejście w bok szlaku 610 i idziemy skrótem w stronę doliny. Z daleka widzimy już zabudowania Malga Ombretta. Jest to pierwsze miejsce na szlaku, gdzie można odpocząć i coś zjeść. Tak też robi część turystów. Spora część jednak kontynuuje przejście do położonego ponad 1,5 km dalej schroniska Onorio Falier All’Ombretta.

Rifugio Onorio Falier All’Ombretta

My też po krótkim odpoczynku ruszamy dalej. Za Malga Ombretta trzymamy się znaków szlaku, który idzie prawie po warstwicy prawym zboczem doliny w kierunku schroniska.

Bardzo ładny odcinek do przejścia wąską ścieżką wśród falujących traw. Trochę bardziej wymagający jest końcowy odcinek, gdzie do schroniska trzeba pokonać niewielkie przewyższenie.

Tu znów robi się większy ruch. W tym miejscu szlak łączy się ze ścieżką biegnącą środkiem doliny. Przed nami powoli pojawia się piętrowy kamienny budynek schroniska Onorio Falier All’Ombretta z biało – niebieskimi okiennicami.

Samo schronisko rozłożyło się na skalnej półce zawieszonej nad doliną Ombertta. Ze względu na swoje położenie cieszy się dużą popularnością, także wśród najmłodszych turystów. Częściowo do tego przyczyniają się zwierzęta domowe hodowane w zagrodach przy schronisku. Do tego spacerujące swobodnie stadko kur nadaje sielskiego klimatu.

Znajdujemy wolny stolik i zamawiamy po porcji strudla jabłkowego z herbatą. Chyba trochę zaskoczyłem sprzedawczynię, ponieważ dwa razy upewniała się, że chcę herbatę, a nie tak jak wszyscy pozostali kawę. W każdym razie strudel z herbatką z cytryną w takim otoczeniu smakował wyśmienicie. Warto było zatrzymać się na chwilę.

Powoli rozstajemy się ze schroniskiem Onorio Falier All’Ombretta. Żeby nie wracać tą sama drogą idziemy dalej szlakiem. Mijamy teren schroniska i zaraz za nim schodzimy ze szlaku w lewo. Przechodzimy szeroką ścieżką poniżej schroniska. Pod skałą mijamy pozostałości jakichś bliżej nieokreślonych budynków, chociaż jeden z nich ma świetnie zachowany szklany dach. Na skrzyżowaniu dróg schodzimy w prawo w dolinę Ombretta. Tym razem wracamy środkiem doliny. Nie sposób się zgubić. Droga jest jedna, otoczona monolitycznymi szczytami górskimi. Środek to wyschnięte koryto potoku Pettorina. Tak szczerze, to nie wiem skąd się bierze woda w tym potoku, kiedy wypływa on malowniczą kaskadą w stronę Malga Ciapela.

Przechodzimy obok wciąż obleganej przez turystów Malga Ombretta. Tym razem trzymamy się „właściwego” szlaku 610. Idziemy szeroką wygodną ścieżką z lekkim spadkiem. Nic dziwnego, ze wielu wybiera tę drogę. Jest po prostu wygodniejsza. W bardziej eksponowanych miejscach ścieżka zabezpieczona jest stalowymi linami. Wszystko to z widokami na piękną dolinę w kierunku Malga Ciapela. Po drodze mijamy się z quadem. Już wiemy, skąd się bierze zaopatrzenie w obu schroniskach.

Forcella di Franzedas

Dochodzimy do rozejścia szlaków. Dotarcie do doliny Ombretta zajęło nam mniej czasu, niż planowaliśmy. Postanawiamy wracać do kampera, ale trochę okrężną drogą. Nie mamy za dużego wyboru. Zostaje nam szlak 684 przez przełęcz di Franzedas (Forcella di Franzedas; 2030 m). Jeszcze nie zacząłem, a już pomstuję nad własną głupotą. Przecież mamy do pokonania kolejne 320 m przewyższenia.

Szlak na początku budzi moje wątpliwości. Odgrodzone pastuchem pod napięciem przejście drogą, bez żadnej możliwości rozłączenia, jak to ma miejsce zazwyczaj. Udaje nam się jakość prześliznąć pod drutami. Potem pokonanie świeżo „zaminowanego” przez krowy odcinka szlaku. Wywrócony kierunkowskaz szlaku. Małe problemy ze znalezieniem go w terenie. Wszystko to nie napawa optymizmem. W końcu jednak udaje się. Trzymamy się ścieżki. Znów mamy dużo czasu na podziwianie wyłaniających się i zmieniających się z każdym metrem widoków. Zdjęcie zrobione kilka metrów temu jest gorsze od zrobionego teraz. Te natomiast będzie nieaktualne za chwilę. Warto jednak czasem zatrzymać się na szlaku i rozejrzeć się wokół. A jest co podziwiać. Po drodze mijamy tylko kilka osób.

Ostatni odcinek podejścia po przełęcz jest ciężki. Nie trudny, ale ciężki. Idziemy po ostro idącym w górę piargu luźnych kamieni. Na szczęście po prawej mamy rozciągniętą stalową linę, która znacznie ułatwia wchodzenie. Po drodze mijamy parę schodzących turystów. Sądząc po jej minie, nie uważała ona pokonywania tego odcinka szlaku w dół jako najrozsądniejszego.

W końcu zdobywamy przełęcz di Franzedas. Zalegamy w trawie. Sądząc po stanie jej wydeptania, nie jesteśmy jedynymi, którzy tak zrobili. To jak dwa światy. Z jednej strony zielona urocza łączka ucięta nożem. Z drugiej kamieniste zbocze ostro schodzące w dół.

Po chwili odpoczynku i podziwianiu okolicy ruszamy dalej. Środkowy odcinek szlaku to przejście po poziomicy. Schody zaczynają się od skrzyżowania szlaków. Schodzimy szlakiem 687. Szlak ostro schodzi w dół w kierunku Malga Ciapela. Trzeba uważać przy stawianiu stóp, żeby nie zjechać w dół ścieżki.

W końcu po pokonaniu kilkunastu kolejnych nawrotek wychodzimy w kierunku mostu nad potokiem Pettorina. Tyle, że tu nie ma mostu w ciągu szlaku. Potok w tym miejscu nie jest szeroki, ale go nie przeskoczysz. Miotamy się po brzegu, szukając przeprawy. No tak, most leży zniesiony kilkadziesiąt metrów od pierwotnego położenia. No cóż, pozostaje nam przeprawa w bród. Zdejmujemy buty, podciągamy nogawki spodni i naprzód. Nie jest to nasze pierwsze przejście przez górski potok, to jednak zrobiło wrażenie. Było… lodowato. Wydaje się, że przeprawa w styczniu przez francuską La Ligne, dopływ Ardeche, to była zabawa w kałuży w porównaniu do tego przejścia. W każdym razie zrobiło na nas wrażenie.

Stąd już tylko rzut beretem dzieli nas od naszego kampera. Jak się okazuje, tym razem nie jesteśmy na parkingu sami. W pobliżu zatrzymuje się włoski kamper.

Skrót wycieczki:

Podsumowanie

  • Cena strudla z herbatą w schronisku Onorio Falier All’Ombretta – 6,00 + 3,00 €
  • Trasa wycieczki dolina Ombretta – Forcella di Franzedas – 14,6 km. Przewyższenie 950 m.

Wskazówki

  • Zjedzenie przy stoliku własnych kanapek w schronisku Onorio Falier All’Ombretta kosztuje 3,00 €.

Wakacje 2024 – Dzień 16 – Tirano – Marmolada

Po małych przygodach z techniką ruszamy dalej. Naszym celem Dolomity

Czas sprawdzić jak sprawuje się nowy zakup do samochodu, czyli akumulator. W końcu ładował się ładnych kilkanaście godzin. Próba odpalenia. Jest. Udało się. Ruszamy dalej.

Przed nami dosyć długi skok. Mamy do pokonania 235 km. Chcemy znaleźć się w Dolomitach w okolicach grupy Marmolada, a dokładniej Malga Ciapela.

Val di Sole

Nie wybieramy najprostszej drogi. Jedziemy przez dolinę Val de Sole znaną nam z poprzedniego wyjazdu. Jak zwykle przejazd drogą na odcinku Tresenda – Cles robi duże wrażenie. Pierwszy postój robimy na przełęczy Tonale (Passo Tonale). Wracają miłe wspomnienia z poprzedniego roku. Podziwiamy piękne góry. Wydaje się, że Passo Tonale jest bardziej zatłoczone. Może jest to wynikiem tego, że jesteśmy tu w niedzielę.

Sporo ruchu jak zwykle generują motocykliści, którzy na tutejszych drogach czują spełnienie. Po drodze mijamy wjazdy do Peio, RabbiFondo. Jest pokusa żeby skręcić w bok i odwiedzić piękne miejsca.

Po drodze widzimy nowy biznes z którym tylko tu się spotkaliśmy. Na co bardziej spektakularnych zakrętach siedzi pod parasolką człowiek z aparatem fotograficznym strzelający fotki pokonującym je pojazdom. Trochę dalej umieszczone są banery z kontaktem do fotografa. Jeśli chcesz mieć na swoim portfolio taką pamiątkę to najprostsza droga żeby ją pozyskać. To będzie zdjęcie naturalne, a nie jakaś ustawka.

Zjeżdżamy ze znanej nam drogi i przemieszczamy się doliną rzeki Adige. Teraz przez chwilę dla odmiany jedziemy po płaskim. Zdarzają się nawet dłuższe proste przebiegi. Jest jednak co podziwiać. Piękne położona dolina pośród stromych zboczy otaczających gór.

Dolomity

Ciekawie zaczyna się w okolicach Neumarkt – Egna, gdzie ponownie zaczynamy się wspinać. Coraz większy ruch na szczęście w przeciwną stronę świadczy, że wjeżdżamy na popularne tereny. Takie nazwy mijanych miejscowości jak Predazzo mówią same za siebie, zwłaszcza miłośnikom białego szaleństwa.

Prawie cały czas trzymamy się drogi SR48 w stronę Cortina d’Apezzo. W Canazei – Cianacei zjeżdżamy na klimatyczną drogę SS641. Do przejechania pozostało nam ok 20 km. Ostatnie kilka kilometrów trasy jadę na drugim biegu wspomagając się hamulcem. Wreszcie zatrzymujemy się na parkingu kampingu Malga Ciapela Marmolada. Wysiadając czuję bijące ciepło od hamulców. Trochę dostały przy zjeździe.

Idziemy spróbować znaleźć miejsce na kampingu. Niestety właściciel z uśmiechem stwierdza, że jest pełen i kampera już nie zmieści. Cóż, modyfikujemy nasze plany. Stajemy na płatnym parkingu kolejki linowej Marmolada (Funivie Marmolada). Jesteśmy jedynym pojazdem na parkingu.

Dzień kończymy krótkim spacerem po okolicy.

Podsumowanie

  • Koszt postoju na parkingu Area Sosta Camper – Tirano –
  • Przejazd Tirano – Malga Ciapela – 235 km.

Wskazówki

  • Szlak w stronę miejscowości Sottogouda jest nadal zamknięty, chociaż jest już jakaś pespektywa. Prowadzone są prace na szlaku w celu jego udrożnienia po szkodach wyrządzonych przez wodę.

Wakacje 2024 – Dzień 15 – Tirano – Santa Perpetua

Czas na rozstanie z Tirano. Jednak nie tak szybko, bo z przygodami.

Rozstajemy z Tirano. Jak się okazuje nie tak szybko. Miejsce warte powrotu, tym bardziej, że jest jeszcze wiele szlaków turystycznych do przejścia np. w stronę sąsiedniej Szwajcarii.

Chyba jakieś fatum?

Ruszamy dalej… W zasadzie to nie ruszamy. Akumulator pojazdu bez ostrzeżenia odmówił posłuszeństwa. Dobrze, że stoimy w większej miejscowości. Niedobrze, że jest sobota i większość warsztatów jest zamknięta. Próba podładowania akumulatora spaliła na panewce. Albo zostajemy do poniedziałku, albo kombinujemy. Jednak kombinujemy. Z odległego o kilometr sklepu budowlanego udało mi się przytargać zakupiony akumulator. Instaluję go i podłączam do ładowania.

Mamy czas do wykorzystania, który trzeba jakoś spożytkować. I tak dzisiaj już nigdzie nie ruszamy. Spoglądamy na kolejne zbocze na którym góruje nad miastem kaplica Santa Perpetua. Szybkie opracowanie trasy i idziemy.

Zdjęcie. Kaplica Santa Perpetua górująca nad miastem.

Santa Perpetua

Zaczynamy podobnie jak poprzedniego dnia, tyle że w okolicach bazyliki odbijamy w stronę przejścia prowadzącego nad potok Paschiavino (Torrente Paschiavino). Tak szczerze, to niektóre nasze rzeki są węższe od tego potoku. Żeby nie była za prosto idziemy w stronę przełomu rzeki, tuż przy szwajcarskiej granicy.

Po drodze mijamy mały skwer z fontanną i umieszczoną obok charakterystyczną tarą do prania. Teraz stanowi atrakcję, kiedyś było miejscem publicznych spotkań

Zgodnie ze znakami szlaku idziemy w stronę kościoła San Rocco. Interesująca jest historia kościoła. Pierwotnie obiekt budowany przez władze kościelne miał stanowić małą twierdzę mającą kontrolować okolicę. Miejscowym wmówiono, że powstaje kościół. Kiedy mieszkańcy zorientowali się w intencjach budowniczych zablokowali budowę obiektu i w późniejszym okresie dokończyli budowę zgodnie z przeznaczeniem. Kościół w nietypowej formie na bazie ośmiokąta.

W ciągu naszego szlaku spotykamy znajomy z pobytu we Francji kamienny domek w stylu bories. Tu jednak, chyba nie jest typowy obiekt. Nigdzie w okolicy nie spotykamy podobnych.

Chwilę później osiągamy punkt kulminacyjny naszego wypadu w okolicach nieczynnego hotelu Castello di Piattamala. Ładny i ciekawy obiekt. Ciekawe co przeszkadzało w prowadzeniu interesu w tym miejscu!?

Po chwili przechodzimy na drugą stronę drogi i toru kolejowego i kolejnym szlakiem turystycznym idziemy w stronę kaplicy. Droga lekko wspina się aż celu naszej wyprawy.

Pierwsze wzmianki o kościele w tym miejscu datowane są na XII wiek. Kościół Santa Perpetua wybudowany jest z naturalnego kamienia. Do czasów obecnych przetrwał jedynie kościół, pozostałe budynki nie wytrzymały próby czasu. W tej chwili są zabezpieczone przed wejściem. Z poziomu kościoła roztacza się piękny widok na dolinę Tirano z bazyliką Madonna di Tirano na czele.

Do miasta prowadzi wygodna ścieżka, w zasadzie schody wijące się pośród winnic. Ścieżka kończy się łukowym, zadaszonym mostem przerzuconym nad rzeką Torrente Paschiavino. Stąd tylko kroków dzieli nas od parkingu.

Skrót wypadu na poniższym filmie.

Podsumowanie

  • Trasa spaceru do kościoła Santa Perpetua – 4,7 km. Przewyższenie 159 m.