Wakacje 2024 – Dzień 22 – Gozd Martuljek – Spodnij Martuljkov slap

Zmiana kraju, środowiska … a góry wokół wciąż zachwycają

Wieczorem padał deszcz. Trochę taki dziwny rzadki, ale z dużymi kroplami. Trochę brzęczało od uderzeń w karoserię. Jednak w niczym nie przeszkadzało to w spaniu.

Według zapowiedzi wypada, że po południu również może padać deszcz. Ruszamy więc na krótki spacer po okolicy.

Naszym celem bliższym jest pierwszy wodospad na rzece Martuljska Bistrica (Spodnij Martuljkov slap), a następnym leżący dwa kilometry dalej górny wodospad (Zgornji Martuljkov slap).

Trasa prosta. Zaczynamy od kampingu i przez most na rzece Sava Dolinka dostajemy się do początku szlaku w miejscowości Gozd Martuljek. Przecinamy ścieżkę rowerową. Ścieżka rowerowa asfaltowa, urządzona prawdopodobnie na śladzie byłej kolejki szynowej.

Plany sobie, życie sobie

Niestety będziemy musieli zmodyfikować nasze plany. Na pierwszym napotkanym drogowskazie znajduje się informacja, że ścieżka na drugi wodospad jest zamknięta. W każdym razie idziemy dalej. Już na początku szlaku widać, że trasa jest popularna wśród turystów. Nie są to może tłumy, ale mija się kilkanaście osób po trasie. Większość trasy przemieszczamy się pośród drzew. Trasa staje się węższa po przekroczeniu po drewnianym moście rzeki. Mijamy dwa stopnie wodne na rzece. Po drodze mamy okazję zobaczyć ustawione przez turystów kamienne stosy na kamienistym brzegu rzeki. Trzeba przyznać, że niektóre wymagały wysiłku w budowie.

Ścieżka dobrze przygotowana i miejscami klimatyczna. Przejścia po wąskiej ścieżce z kilku metrową ekspozycją, drewniane kładki, czy metalowe schodki mogą wywołać trochę emocji u mniej doświadczonych wędrowców. Droga do pierwszego wodospadu zajmuje od początku około pół godziny. Warto jednak dojść do wodospadu. Na głównym punkcie widokowym panuje wilgotna atmosfera od unoszących się w powietrzu drobin rozbijanej o kamienie spadającej wody. Ciekawe miejsce do odpoczynku po trasie i podziwiania wodospadu. Polecamy.

Kapela Marije Sneżne

Od tego miejsca możesz zawrócić lub kontynuować wspinanie dalej. Po pokonaniu ścieżki do wodospadu masz do wyboru zejście do miejscowości drogą lub kontynuację wspinaczki. Decydujemy się na drugą opcję. Idziemy w kierunku drugiego wodospadu. Jednak ponieważ pogoda pogarsza się i zaczynają padać pojedyncze krople deszczu na jednym ze skrzyżowań odbijamy w lewo kierując się w stronę drewnianej kapliczki Marije Sneżne (Kapela Marije Sneżne). Po drodze do niej trzeba jeszcze tylko pokonać strumień. Da się jednak znaleźć miejsce do przejścia suchą stopą po kamieniach.

Trzeba przyznać, że ktoś wybrał dobre miejsce na kaplicę, która pasuje formą do otoczenia. Obok kaplicy znajduje się pomnik upamiętniający ludzi, którzy zginęli w górach.

Kontynuujemy schodzenie w kierunku miejscowości. Zaraz za kaplicą znajduje się dziwny twór przyrody mający nawet swoją nazwę Mama Lipa i 7 Córek (Mama Lipa in 7 Hcera). Jest to stara koślawa lipa w otoczeniu kilku młodych drzew. Bardzo intrygująca formacja.

Po drodze mijamy Brunaricę Pri Ingotu, czyli restaurację w domku z bali. Wygląda na rustykalny obiekt. Po obłożeniu stolików widać jednak, że obiekt cieszy się popularnością wśród turystów.

Zaraz za restauracją intryguje nas dziwny rytmiczny odgłos, który dochodzi krzaków nad rzeką, zaraz przy moście. Badamy sprawę i odnajdujemy przyczynę hałasu. Jest to jakaś forma układu zaworów na rurach wodnych z pracującymi zaworami ciśnieniowym wyrzucającym w górę strugi wody i wystukującymi powtarzalny rytm. Po wydeptanych śladach muszę przyznać, że nie tylko nas intrygował ten hałas.

Dalej schodząc, nie kierujemy się w stronę pierwszego wodospadu. Idziemy prosto drogą. Dopiero po dużym pochyleniu drogi na niektórych odcinkach drogi uświadamiamy, jak wysoko wchodziliśmy ścieżką obok wodospadu.

Pozostały czas spędzamy na błogim leniuchowaniu przerywanym kilka razy przez przelotne opady deszczu.

Podsumowanie

Trasa spaceru – Kamp Spik – Finżgarjeva kapela – 6,5 km. Przewyższenie 247 m.

Wakacje 2024 – Dzień 21 – Camp Spik

Zmieniamy Dolomity na Alpy Juliańskie

Kończy się nasz pobyt w Dolomitach. Szkoda, że trzeba się przemieszczać dalej. Jest jeszcze tyle ciekawych miejsc w okolicy do odwiedzenia.

Zbieramy się powoli. Nic nas nie goni. Dzisiaj mamy dzień przejazdowy. Robimy ostatnie zakupy na drogę.

W międzyczasie zaczepia nas przechodzący obok młody Włoch. Mówi o fajnym kamperze. Wcale się nie dziwię. Nam też się podoba. W każdym razie nawiązuje się krótka miła rozmowa. Tego trochę brakuje. Przełamania bariery językowej i nawet krótkiej rozmowy z miejscowymi, która wiele może dać.

Misurina

Rozstajemy się z Cortina d’Ampezzo. Nasz kolejny punkt postoju jest niedaleko. Jedziemy zaledwie kilkadziesiąt kilometrów do pobliskiej Misuriny. Ostatnim razem stanowiła ona dla nas bazę wypadową do odwiedzenia Tre Cime. Tym razem jedziemy tam, ponieważ jest tam jedyny punkt w okolicy, gdzie można obsłużyć kamperka. Ruch w pobliżu parkingów jak zwykle duży. Na parkingu dla ustawimy w się trzy kamperowym ogonku i czekamy na swoją kolej. W międzyczasie podziwiamy miotające się mniejsze pojazdy szukające miejsca do zaparkowania. Niektórzy nawet przymierzają się do zaparkowania na kamperowej zrzutni. I gdzie znajdują? Oczywiście na parkingu dla kamperów. Nie będę wypowiadał się na ten temat.

W każdym razie po chwili udaje nam się pozbyć się wszystkiego zbędnego i uzupełnić zapas wody na drogę. W pewnym momencie pada nawet propozycja przedłużenia pobytu w Misurinie, ale zdrowy rozsądek zwycięża.

Przez trzy kraje

Ruszamy w drogę. Naszym celem jest parking przy jeziorach Fusine w pobliżu włoskiego Tarvisio na styku granic włoskiej, austriackiej i słoweńskiej.

Nawigacja prowadzi nas do celu najkrótszą drogą, czyli przez Austrię. Znów jedziemy przez znane nam już tereny w pobliżu Dobbiaco. Tam uzupełniamy zapas paliwa na drogę. To był błąd. Zaraz po przekroczeniu granicy okazuje się, że paliwo w Austrii jest o około 20 eurocentów tańsze na litrze niż we Włoszech. Tego akurat nie przewidzisz.

Przez Austrię od granicy kierujemy się drogą B100 przez Lienz. Jedziemy przez piękną dolinę otoczoną wzgórzami i przewyższającymi je szczytami górskimi. Tren na pewno wart przyszłej uwagi, tym bardziej że jesteśmy tu pierwszy raz.

Po minięciu Lienz na wysokość Oberdrauburga odbijamy w prawo w drogę B110. Trafił nam się znów klimatyczny przejazd. Kilkadziesiąt ciasnych agrafek robi wrażenie. Droga na początkowym odcinku jest świetna, szeroka z trzecim pasem ruchu na pewnym odcinku. Znalazło się nawet miejsce na mały parking, gdzie zrobiliśmy sobie przerwę w podróży. Zresztą warto, ponieważ widoki były piękne.

W Kotschach zmieniamy drogę na B111 w kierunku Villach. I znów kolejna piękna dolina z wijącą się środkiem rzeką Gail. Co chwila mijamy drogowskazy wskazujące drogę do położonych po obu stronach kampingów. Widać, że rzeka jest również wykorzystana w celach rekreacyjnych. Zdążyłem zauważyć ekipę nad rzeką ze sprzętem do raftingu. Jednym słowem piękna dolina do wypoczynku i różnej aktywności. Na pewnym odcinku doliny nasza droga przebiega w pobliżu linii kolejowej. Również ona jest wykorzystana w celach turystycznych. Mijamy po drodze poruszającą się kilkuosobową drezynę z radośnie machającą do przejeżdżających samochodów obsadą. Bardzo interesujący sposób zwiedzania doliny.

Po chwili ponownie wracamy do Włoch. Zaskakuje nas na granicy włoski patrol wojskowy kontrolujący wjeżdżające pojazdy. My przejeżdżamy bez zatrzymania, jednak pojazd przed nami jest zatrzymany do kontroli. Pierwszy raz trafiamy na taką sytuację na granicy włoskiej. Nigdy wcześniej nie spotkaliśmy się z czymś takim. Trochę to smutne, że ponownie wracają kontrole na granicach.

Zaraz za granicą zjeżdżamy w drogę SS54 w kierunku granicy ze Słowenią. Jeszcze kilka minut i będziemy na miejscu, na parkingu nad jeziorem di Fusine w pobliżu Tarvisio. Jak się okazuje, nie wszystko przebiega po naszej myśli. Otóż, że w miejscu naszego przewidywanego noclegu urządzono akurat w tym czasie kolejną edycję „Koncertu bez granic”, tym razem nawet z udziałem Gorana Bregovica. W związku z tym nie mogliśmy się tam zatrzymać. Pozwolono nam jedynie zawrócić się za punktem poboru opłat.

Camp Spik

Szybka decyzja. Wracamy do naszych pierwotnych planów. Jedziemy na Słowenię. Pierwszy po drodze jest Camp Spik w Gozd Martuljek. Strzał w dziesiątkę. W recepcji dostajemy do ręki plan kampingu i mamy sobie wybrać miejsce. Znajdujemy pasujące miejsce. I rozpoczynamy leniuchowanie.

Kamping z w miarę płaskimi polami postojowymi. Może się zdarzyć, że czasem trzeba będzie niwelować poziom najazdami. Towarzystwo totalnie międzynarodowe. Przeplatują się chyba wszystkie znane nacje, w tym sporo pojazdów z rejestracją polską.

Nie można mieć zastrzeżeń do części sanitarnej. Blok sanitarny jak nowy, czysty. Znajdziesz tu pralki z suszarkami, a nawet lodówkę z oddzielnymi schowkami zamykanymi na kluczyk. Na terenie znajduje się bardzo fajny plac zabaw, którego główną atrakcją jest mały park linowy rozciągniętym pomiędzy drzewami. Czas po aktywnym dniu możesz spędzić w barze. Płatność niestety tylko gotówką. Zakupy natomiast możesz zrobić w minimarkecie znajdującym się przed wjazdem na kamping.

Podsumowanie

  • Przejazd Cortina d’Ampezzo – Gozd Martuljek – 203 km.

Wskazówki

  • Rowery możesz zabezpieczyć w przechowalni znajdującej się na terenie Camp Spik.
  • Koszt skorzystania z pralki to 9,00 €, do tego musisz mieć swoje proszki do prania.
  • Minimarket otwarty we wszystkie dni tygodnia, chociaż w niedzielę krócej.

Wakacje 2024 – Dzień 20 – Cortina d’Ampezzo – Faloria – Passo Tre Croci

Okolice Cortiny d’Ampezzo warto odwiedzać również poza sezonem zimowym

Dzień zaczynam od walki z parkometrem. Kolejne próby opłacenia postoju na parkingu z wykorzystaniem karty bankowej spalają na panewce. Z drugą kartą ta sama sytuacja. Wygląda, jakby system nie działał. Pomogło dopiero wrzucenie monet. O dziwo udało mi się opłacić postój do dnia następnego.

Faloria

Ruszamy w kierunku stacji kolejki linowej Funivia Faloria. Ponieważ dzień wcześniej sprawdziliśmy trasę, więc znalezienie jej nie sprawia nam problemu.

Kupujemy bilety na przejazd w obie strony. Właściwie bez czekania startujemy w górę. Jedziemy prawie prywatnym wagonikiem. Oprócz nas w kabinie znajduje się człowiek z obsługi i jeszcze jedna para turystów.

Na stacji pośredniej Mandres dokonujemy dziwnej, bliżej niezrozumiałej operacji. Musimy przesiąść się do oczekającego po drugiej stronie platformy wagonika, którym jedziemy na stację Faloria. W tym czasie po sąsiednich linach w obie strony poruszają się puste wagoniki. Może kiedyś zrozumiem, o co chodziło.

Faloria wita nas słoneczną pogodą, chociaż jest chłodno. Jednak kilkusetmetrowe podejście stromym stokiem narciarskim skutecznie rozbiera nas z wierzchniego okrycia.

Na szczęście odnajdujemy kierunkowskaz szlaku 213 i odbijamy ścieżką. Do skrzyżowania ze szlakiem 216 mamy do przejścia około 3,5 km. Szlak nie jest wymagający. Nie odbiega w każdym razie od innych w Dolomitach. Większej uwagi może wymagać w środku przebiegu na zboczu piargowym w miejscach, gdzie woda wymyła ścieżkę.

Bardzo atrakcyjny przebieg szlaku. Na początku widoczne są Cinque Torre z Avernau. Z czasem pojawia się nawet widok na Tre Cime po przeciwnej stronie. Oczywiście cały czas po przeciwległej stronie doliny dominuje Monte Cristallo (3221 m.n.p). Na na tym odcinku szlaku spotkasz niewielu turystów.

Od skrzyżowania ze szlakiem 216 szlak 213 w zasadzie prowadzi w dół. Trzeba być uważnym w trakcie zejścia wymytymi odcinkami szlaku. Tu spotkasz wielu turystów zmierzających w stronę Lago Sorapis, które my zostawiliśmy na kolejną wizytę.

Na tym odcinku w większości szlak prowadzi w dół zalesionym stokiem. Otwiera się dopiero w okolicach Passo Tre Croci.

Passo Tre Croci

Tam też odnajdujemy przebieg szlaku 209 w kierunku Falorii. Szlak na początku na kilku odcinkach przebiega wzdłuż drogi SR48 delle Dolomiti, aby po chwili oddalić się w kierunku parkingu przy Rio Gere.

W sumie, to trochę celowo chcemy przejść przez Rio Gere. Chcemy ocenić możliwość ustawienia się na znajdującym tam parkingu. Okazuje się, że więcej ludzi pomyślało o tym samym. Na parkingu ustawionych jest wiele pojazdów i przyczep. Znajdzie się jednak zawsze jakieś miejsce dla Ciebie.

Od tego miejsca skończyło się dobre. Do stacji kolejki szlak 212 poza 14 metrami spadku czeka ponad 460 m przewyższenia. Na szczęście po drodze można zatrzymać się na kilku punktach widokowych z ustawionymi ławeczkami. Ponieważ szlak wiedzie skrajem klifu jest więc co podziwiać.

Zjazd w stronę Cortiny znów w prawie prywatnym wagoniku. Oprócz nas zjeżdża jeszcze para turystów.

Podsumowanie

  • Koszt postoju na parkingu w zależności od długości postoju w godzinach – od 1,00€ do 7,50€.
  • Koszt biletu na kolejkę linową Faloria – 26,00 € (w tym powrót).
  • Szlak 212 Sentiero Panoramico Dolomieu oznaczono jako łatwy do przejścia z dziećmi. Tak, ale w kierunku Faloria – Rio Gere.
  • Trasa wycieczki Faloria – Passo Tre Croci – Rio Gere – Faloria – 11,9 km. Przewyższenie – 642 m.

Wskazówki

  • Prawdopodobnie opłacanie postoju z wykorzystaniem karty funkcjonuje tylko w godzinach pobierania opłat. W pozostałym czasie możesz opłacić postój wyłącznie monetami. Trzeba to potwierdzić. Parkometr przyjmuje monety od 0,10 do 2€.
  • Kolejka linowa na Falorię kursuje w określonych godzinach zgodnie z rozkładem. Pierwszy wjazd jest o godz. 8.30. Ostatni wjazd jest o godz. 16.30, natomiast zjazd o 17.00. Więcej szczegóły na stronie internetowej kolejki .
  • Kolejka Faloria ostrzega, że w czasie burzy może przerwać działanie. Należy wtedy szukać schronienia w najbliższym schronisku.
  • Parking Rio Gere można uwzględnić w planach postojowych. Dużo miejsca i bezpłatnie. Jedynym mankamentem może być bliskość drogi SR48.

Wakacje 2024 – Dzień 19 – Cinque Torri

Dzisiaj nie licz na samotność na szlaku. Będziemy w jednym z popularniejszych miejsc w Dolomitach

Pora rozstać się z Arabbą. Dzisiaj pobudka trochę wcześniej. Musimy przemieścić się na następne miejsce z takim wyliczeniem, aby pojawić się tam po godzinie 8, a przed 9.

Passo Falzarego

Dzisiaj naszym celem jest przełęcz Falzarego (Passo Falzarego) (2105 m n.p.m.). Znów do pokonania mamy około 10 km w linii prostej, ale 21 km po drodze. Trzeba przyznać, że droga jest bardzo klimatyczna, zwłaszcza przed samą przełęczą gdzie pokonuje się przewyższenie ponad 760 m. Zaliczając jedną agrafkę, widzisz powyżej dwie następne. Bardzo ciekawe uczucie.

Dojeżdżając, już widzimy, że będzie ciężko z parkowaniem. Wszystkie miejsca bezpłatne, które pierwotnie rozpatrywaliśmy na postój, są zajęte. Jedziemy na rezerwowe, czyli parking kolejki linowej Funivia Lagazuoi. O tej porze parking jest jeszcze pusty. Stoi tam zaledwie kilka pojazdów, więc mamy możliwość wybrania najlepszego do wyjazdu.

Cinque Torri

Tym razem nie skorzystamy z kolejki, by wjechać na górujący nad przełęczą Lagazuoi. Idziemy w całkiem innym kierunku. Naszym celem jest grupa Cinque Torri (2361 m n.p.m.). Bardzo widowiskowa formacja skalna utworzona z kilku szczytów wyrastających obok siebie.

Od parkingu ruszamy szlakiem 424 równolegle do drogi SR48. Dalej potwierdza się, że każda zatoczka przy drodze w pobliżu przełęczy zajęta jest przez parkujące samochody.

My idziemy u podnóża grupy Lagazuoi, którą zostawiamy za sobą. Przed nami szczyt Tofana. Dolomity są piękne. Naszego celu nie widać. Musimy trochę wspiąć się. Przecinamy drogę SR48.

Wspinamy się cały czas zalesionym zboczem. Cinque Torri nadal nie widać. Za to od czasu do czasu pojawiają się pięknę widoki za nami. Warto na zatrzymać się i chwilę odpocząć na szlaku. O tej porze spotkasz niewielu turystów. Większość i tak korzysta z możliwości wjazdu na Cinque Torri kolejką krzesełkową.

Powoli wychodzimy ponad linię lasu. Zmienia się otoczenie. Staje się bardziej surowe, chociaż zieleń traw jeszcze to łagodzi. Pojawia się również cel naszego wypadu. Po prawej stronie przesłaniający wszystko szczyt Avernau (2648 m n.p.m), po lewej ledwie widoczne wierzchołki Cinque Torri. No i zagęszcza się ruch. Mijamy pierwszych schodzących szlakiem, widzimy w oddali idących pomiędzy Cinque Torri, a Avernau. Przed nami piękne formacje szczytów na południu.

W pobliżu Cinque Torri możemy mówić o wielonarodowym tłumie. Jak wszędzie, w co bardziej popularnych miejscach, tak i tu spotyka się cały świat. Restauracja w Rifugio Scoiattoli u podnóża grupy zapchana. Wszystkie wystawione obok leżaczki zajęte. Większość turystów zajęta jest przyjęciem odpowiedniej pozy do zdjęcia w social mediach. Trzeba to jakoś przeżyć.

Muzeum Wielkiej Wojny

Chcemy podjeść bliżej grupy Cinque Torri. Wykorzystujemy do tego szlak 425. Szlak jest ciekawy dla miłośników historii. Prowadzi on bowiem przez częściowo odtworzone pozycje wojsk włoskich z okresu I Wojny Światowej. Odtworzono punkty obserwacyjne, ukrycia, stanowiska strzeleckie. Znalazło się miejsce na sztab i stanowisko artyleryjskie z armatą i całą obsadą w postaci ustawionych manekinów.

Na wielojęzycznych tablicach przy większości obiektów znajdziesz opisy miejsca i jego przeznaczenia. Można tam chwilę pobłądzić w labiryncie przejść. Wbrew pozorom przejście nie jest łatwe, wymaga trochę koncentracji, zwłaszcza idąc w ogonku ludzi, czy mijając się z nimi w wąskich przejściach, schodach itp.

Avernau

Musimy kończyć nasz pobyt przy Cinue Torri. Zapowiadane na popołudnie burze ograniczają nasz czas. Przemieszczamy się w stronę Avernau do schroniska Rifugio Avernau szlakiem 439. Trzymamy się co prawda znaków szlaku, ale tu jest jeden wielki przedpt. W zasadzie ludzie są wszędzie na setce wydeptanych ścieżek. Każdy idzie swoją drogą. Chociaż większość trzyma się drogi łączącej oba schroniska. Mamy do pokonania około 1,5 km o przewyższeniu 170 m.

Przy schronisku Avernau podobnie jak niżej. Dużo ludzi. Można jednak zaleźć sobie miejsce, żeby podziwiać otaczającą przyrodę z widokiem w kierunku schroniska Fedare. Stamtąd możesz dostać się do schroniska Avernau kolejką krzesełkową.

Z zazdrością patrzymy na ludzi idących dalej szlakiem 439 na pionowym klifie w stronę widocznego schroniska Nuvolau (Rifugio Nuvolau) na szczycie Nuvolau (2574 m n.p.m).

Powrót, który miał być spacerkiem

Rozpoczynamy schodzenie. Wybraliśmy do zejścia szlak 441 łączący bezpośrednio schronisko Avernau z naszym parkingiem. Na mapie wygląda to dobrze, w rzeczywistości jest gorzej. Na początku szlak biegnie typową górską ścieżką bez żadnych sensacji. Zastanawiają nas jednak pytania mijanych osób, czy jeszcze daleko do schroniska, a odeszliśmy zaledwie od niego na 200-300 m. Po chwili już wiemy dlaczego. Nasz ścieżka stopniowo zwęża się wijąc po piargu z Avernau. Ścieżka z dużą ekspozycją może sprawiać niektórym problemy z jej pokonaniem, co prawda idzie w zasadzie po poziomicy. Podziwiamy całe rodziny, które pokonują ją z mały dziećmi trzymającymi się za rękę. Po około pierwszym kilometrze czeka nas zejście. Trzeba przyznać, że dość wymagające. Lepiej jednak ten odcinek szlaku pokonywać w drugą stronę. Cały wysiłek pokonania szlaku jest jednak rekompensowany widokami, które się przed nami roztaczają. Jest pięknie.

Po drodze wyprzedza nas ciekawy trzy osobowy zespół. Zespół, ponieważ nie byli to turyści. Mieli normalne wyposażenie, plecki, kije trekkingowe, ale po koszulkach rozpoznaję, że są to przedstawiciele straży pożarnej, policji. Widać, że byli w pracy, a nie na spacerze, ale wszystko z uśmiechem. Dotychczas nie spotkałem z czymś takim na szlaku. Myślę, że jako turysta mogę czuć się bezpieczniej.

Zejście kończy się w połowie szlaku. Od tego miejsca do celu prowadzi szeroka ścieżka, która nie powinna niczym zaskoczyć.

W okolicach parkingu zmiana. Więcej jest wolnych miejsc na okolicznych miejscach parkingowych. Mamy jednak popołudnie nie ma się czemu dziwić.

Opłacamy parking i drogą SR41 jedziemy w stronę Cortina d’Ampezzo. Znów mamy co podziwiać po drodze. Człowiek zatrzymywałby się na każdym miejscu, gdzie można, żeby chwilę rozejrzeć się. Trudno to jednak zrobić jadąc w jednostajnym sznurku aut pokonujących kolejne zakręty. Na wjeździe do Cortiny zaskakuje nas uderzenie pioruna w pobliżu. Jednak prognoza pogody potwierdza się. Całe popołudnie co prawda mija bez burz, ale od czasu do czasu siąpi deszczyk.

W Cortinie d’Ampezzo nie udaje nam się ustawić na bezpłatnym parkingu przy Via del Parco. Koniec parkingu jest zajęty przez plac budowy, przez co parking jest zapchany. Zatrzymujemy się płatnym parkingu przy Via del Campi.

Zabezpieczeni w parasole ruszamy w miasto. Trudno tu jednak mówić o czymś spektakularnym. Jeden główny deptak z małą galerią handlową. Naszym celem jest rozpoznanie drogi do kolejki linowej, którą zamierzy wykorzystać w następnym dniu. Dzień kończymy małymi zakupami w lokalnym sklepie.

Podsumowanie

  • Przejazd Arabb – przełęcz Falzarego – 21 km.
  • Przejazd przełęcz Falzarego – Cortina d’Ampezzo – 17 km.
  • Koszt postoju w Arabba – 10,50 €.
  • Koszt postoju na parkingu kolejki linowej Funivia Lagazuoi – 10,00 €.
  • Trasa wycieczki – przełęcz Falzarego – Cinque Torri – Avernau – 10,7 km. Przewyższenie – 570 m.

Wskazówki

  • To, że w Arabbie podniesione są bariery na wjeździe na parking dla kamperów, nie oznacza, że jest on bezpłatny. Jest płatny w określonych godzinach. Opłatę uiszcza się w automacie ustawionym na wjeździe.
  • W trakcie parkowania na parkingu kolejki Funivia Lagazuoi uważaj na godziny postoju. W przypadku przyjazdu za wcześnie przed godziną 8 lub wyjazdu po 18 do rachunku zostanie doliczone dodatkowe 40,00 € (10,00 € dla samochodu osobowego i motocykla).
  • Jeśli chcesz zaparkować kamperem w okolicach przełęczy Falzarego w wysokim sezonie dobrym pomysłem jest przyjazd dzień wcześniej po godzinie 16 i swobodne wyszukanie sobie wolnego miejsca.