Wakacje 2024 – Dzień 28-29 – Schonau am Konigssee – Luckau – Podsumowanie

Wszystko, co dobre kiedyś się kończy. Czas na podsumowanie wakacyjnego wypadu

Niestety, zbliża się koniec naszego wakacyjnego wypadu na południe Europy. Musimy powoli przemieszczać się w stronę domu.

Przed wyjazdem korzystamy ze stacji sanitarnej znajdującej się przed wjazdem na parking. Nie wiem, co się dzieje. Udaje mi się zapłacić kartą za wodę, ale nie mogę skorzystać z automatu do rzutu kasety WC. Trudno poradziliśmy sobie w inny sposób.

Przed nami znów przejazd przez Austrię. Wykorzystujemy okazję i tankujemy się taniej niż w Niemczech. Nie rozumiem tego paradoksu. W Austrii cena oleju napędowego oscyluje w granicach 1,55-1,60 €, a kilka kilometrów dalej w sąsiednich Niemczech powyżej 1,75€. Może dla nich to żadna różnica, ale w moim wypadku to kilka złotych oszczędności.

Nawigacja zaplanowała nam przejazd oczywiście wyłącznie głównymi autostradami. Najpierw do Monachium, a następnie Norymbergii. Nie mamy ustalonego dokładnego końca. Zobaczymy jak pójdzie przejazd. Potem będziemy się martwić o nocleg.

Za Salzburgiem wypadamy na niemiecką autostradę … i zaraz zaciągam lejce. Trafiamy na kontrolę graniczną, chociaż jesteśmy kilka kilometrów w głębi kraju. W każdym razie wszyscy „podejrzani” kierowani są na zjazd w kierunku parkingu, gdzie roi się od służb. Mamy szczęście. Jedziemy dalej.

Dzisiaj jestem wyjątkowo zgodny z moją nawigacją. Co chwila, proponuje mi objazdy tworzących przede mną korków, a ja się zgadzam. Nie potrafię powiedzieć, na ile rzeczywiście ominąłem korki i ile zaoszczędziłem czasu. Wiem tylko, że w stosunku do moich wyliczeń, na końcu dnia mieliśmy około dwugodzinne opóźnienie w stosunku do planu.

Luckau

Postanawiamy rozpoznać nowe miejscówki i planujemy nocleg na obrzeżach Spreewald czyli krainie geograficznej leżącej na południe od Berlina, rozciągającej się w kierunku granicy z Polską. Jest znana z licznych rezerwatów przyrody typowych dla nizinnego krajobrazu rzeczno – dolinowego.

Zatrzymujemy się na obrzeżach krainy na gminnym parkingu w miejscowości Luckau. Nie jesteśmy sami. Na placu stoi kilkanaście pojazdów, w tym nawet „egzotyczny” z Hiszpanii. W sumie to dziwnie było w nocy. Wszystko przez rozwinięty na parkingu plac budowy z oświetlającymi teren naświetlaczami w kolorze .. zielonym. Trochę to dziwnie wyglądało, chociaż ciekawie.

Rano nie przepuścimy takiej okazji i przy okazji małych zakupów przed wyjazdem zwiedzamy miejscowość. Warto przejść się po dobrze zachowanym starym mieście z pięknie zdobionymi kamieniczkami wokół rynku. Na uwagę zasługuje również ratusz XVIII oraz gotycki kościół Św. Mikołaja z XIV-XV wieku. Można trafić na pozostałości murów obronnych z Czerwoną Wieżą (Roter Turm). W każdym razie miasto zasługuje na zatrzymanie się w nim na dłużej

Dzisiaj jest trzydziesty dzień naszej podróży. Teraz już rzeczywiście kończymy nasz wypad. Do granicy z Polską mamy zaledwie kilkadziesiąt kilometrów. Przejeżdżamy jednak przez warte powrotu i bardziej szczegółowego zwiedzenia tereny Spreewald, więc jeszcze chłoniemy widoki za szybami samochodu.

Podsumowanie dnia

  • Przejazd Schonau am Konigssee – Luckau – 723 km.
  • Koszt postoju na Wohnmobilstellplatz w Luckau – 5,00 €.
  • Przejazd Luckau – dom – 387 km.

Podsumowanie wyjazdu

  • W podróży spędzamy dokładnie 30 dni. Jest to nasz najdłuższy wypad jak do tej pory.
  • Odwiedzamy pięć państw i zatrzymujemy się łącznie w 12 lokalizacjach:
    • Niemcy – Eisenach, Schonau am Konigssee, Luckau
    • Szwajcaria – Grindenwald,
    • Włochy – Verbania, Colico, Tirano, Malga Ciapela, Arabba, Cortina d’Ampezzo,
    • Słowenia – Gozd Martuljek,
    • Austria – Obertraun,
  • Przejechaliśmy samochodem 3857 km.
  • Przeszliśmy na własnych nogach 187,5 km szlaków.
  • Czasem mieliśmy nie najlepszą pogodę, ale to wszystko było rekompensowane przez cudowne chwile i widoki, które przeżyliśmy w podroży.
  • Łączny koszt podróży – ok. 11 tys. zł. Jest to nasz najdroższy wyjazd z dotychczasowych, ale jednocześnie najdłuższy.
  • Wrażenia niesamowite. Znów odwiedziliśmy piękne miejsca, do których na pewno kiedyś wrócimy. Zresztą już do niektórych wracamy.
  • Nigdy w życiu nie przypuszczałbym, że będę korzystać z jednej z najsłynniejszych linii kolejowych z przejazdem Bernina Express.
  • Odnoście się krytycznie do wszelkich opisów miejsc. To, czy się komuś podoba, czy nie, to jest względne odczucie. Jesteście niezależni i macie swoją wolę i rozum. To wy musicie sam stwierdzić, czy dane miejsce wam się podoba. Jak się o tym przekonać? Po prostu pojechać tam.

Wakacje 2024 – Dzień 27 – Konigssee

Zachęcamy do spędzenia z nami dnia nad pięknym, górskim jeziorem.

Jesteśmy nad jeziorem Königssee, położonym na terenie Parku Narodowego Berchtesgaden. To jedno z najbardziej znanych i jednocześnie najbardziej chronionych jezior w Niemczech. Ma około 8 kilometrów długości, do 1250 metrów szerokości i blisko 200 metrów głębokości. Co więcej, uchodzi za jedno z najczystszych jezior w kraju – jego woda spełnia normy wody pitnej.

Ruch turystyczny na jeziorze odbywa się wyłącznie przy użyciu łodzi napędzanych energią elektryczną. Co ciekawe, pierwsze jednostki z takim napędem pojawiły się tu już w 1909 roku. Dzięki temu rejsy są niemal bezgłośne, a przyroda pozostaje nienaruszona. Woda w jeziorze jest chłodna, ponieważ Königssee zasilają głównie podziemne źródła.

Dzień zaczynamy wcześnie. Chcemy koniecznie skorzystać z rejsów po jeziorze, dlatego już pół godziny przed ósmą rano ustawiamy się w długiej kolejce po bilety. Chwilę później trafiamy do następnej – tym razem do przystani. Rozmiar ogonka robi wrażenie, jednak szybko okazuje się, że to tylko pozory. Obsługa działa bardzo sprawnie i regularnie „upakowuje” pasażerów na kolejne łodzie.

Udaje nam się załapać na drugi rejs. Na pokład jednocześnie wchodzi ponad 60 osób. Wybieramy najdłuższą trasę – z przystani Königssee aż do Salet, położonej na południowym krańcu jeziora. Według rozkładu podróż zajmuje około 55 minut.

Rejs po Königssee – cisza, echo i wodospady

Łódź sunie niemal bezszelestnie po tafli wody. Ciszę przerywa jedynie głos członka załogi, który podczas rejsu pełni rolę przewodnika i opowiada o jeziorze oraz otaczających je górach. Niestety wszystko odbywa się po niemiecku, co dla osób nieznających języka może być pewnym utrudnieniem.

Pierwszym przystankiem na trasie jest przystań Kessel. Tam jednak wysiada tylko jedna para turystów. Większość płynie dalej.

W pewnym momencie statek zatrzymuje się, a jeden z członków załogi wyciąga trąbkę. Kilka dźwięków wystarcza, aby okoliczne skały odpowiedziały echem. Oczywiście artysta po swoim występie zbiera drobne euro do czapki – i trudno mu się dziwić.

Na krótko zatrzymujemy się przy przystani St. Bartholomä, gdzie wysiada część pasażerów. Większość, podobnie jak my, płynie dalej do Salet. Chwilę później podziwiamy jeden z najpiękniejszych wodospadów w Niemczech – Schrainbachfall, który kaskadami spada do jeziora z wysokości około 80 metrów.

Salet

Salet to ostatnia przystań na jeziorze Königssee. Stąd szlaki prowadzą dalej na południe.

Naszym celem jest oddalone o około 500 metrów jezioro Obersee – niewielkie, ale absolutnie zjawiskowe. Ma około 1,5 kilometra długości i 500 metrów szerokości, a w jego krystalicznej wodzie jak w lustrze odbijają się otaczające góry.

Od tego miejsca szlak biegnący wzdłuż brzegu staje się wyraźnie bardziej wymagający. Przejście go w sandałach może sprawić problemy, dlatego warto mieć solidniejsze obuwie. Na szczęście trafiamy na porę, w której wszyscy wędrują w jednym kierunku, więc unikamy zatorów w wąskich przejściach.

Warto jednak poświęcić trochę czasu i wysiłku żeby dotrzeć na koniec hali. Na końcu doliny czeka bowiem spektakularny wodospad Rothbach, którego wody spadają z wysokości około 400 metrów. To najwyższy wodospad w Niemczech. Niestety nie da się podejść pod samą kaskadę wody – można go podziwiać jedynie z pewnej odległości, u jego podnóża.

Droga powrotna do przystani nie jest już tak przyjemna. Na wąskich odcinkach przy Obersee co chwilę trafiamy na przestoje, co skutecznie spowalnia marsz.

St. Bartholoma

Kaplica St. Bartholomä to jeden z najbardziej rozpoznawalnych symboli jeziora Königssee. Praktycznie każdy przewodnik, czy folder promocyjny wykorzystuje jej charakterystyczny wizerunek. Obecny wygląd kaplica zyskała pod koniec XVII wieku. Z czasem sąsiadująca z nią letnia rezydencja kanoników przeszła w ręce Królestwa Bawarii i stała się pałacem myśliwskim. Dziś mieści się tam restauracja.

Jak zwykle nie ograniczamy się do samej przystani. Najpierw robimy krótką pętlę wokół okolicy, spacerując wzdłuż brzegu jeziora. Pojedyncze osoby decydują się nawet na kąpiel, choć temperatura wody skutecznie do tego zniechęca.

Następnie ruszamy szlakiem nr 446 w stronę Eiskapell – niewielkiego lodowca u podnóża potężnych szczytów. Trasa wymaga pokonania pewnego przewyższenia, jednak nie sprawia większych trudności. Stamtąd lokalną ścieżką schodzimy z powrotem nad jezioro. Do przystani pozostaje zaledwie pięć minut spaceru.

Na przystani ustawiamy się w długiej kolejce oczekujących na powrót. Ogonek ciągnie się niemal pod samą kaplicę. Na statek czekamy ponad godzinę. Od około 17:00 cały ruch na jeziorze skupia się na zwożeniu turystów z powrotem do głównej przystani.

Mimo tego długiego oczekiwania na koniec z czystym sumieniem polecamy wizytę nad jeziorem Königssee. To miejsce robi ogromne wrażenie i trudno wyjechać stąd zawiedzionym.

Podsumowanie

  • Koszt rejsu Konigssee – Salet (najdłuższa trasa w obie strony) – 28,50€ / osobę.

Trasa wycieczki Salet – wodospad Rothbach – 9,1 km. Przewyższenie 408m.

Trasa wycieczki St. Bartholoma – Eiskapell – 8,0 km. Przewyższenie 237m.

Wskazówki

  • Według operatora rejsów najkorzystniej jest na początku płynąć do Salet, potem St. Bartholoma i stamtąd do Konigssee. Najkorzystniej dla operatora. Zabiera wszystkich podróżnych z bliższej lokalizacji. Nie musi płynąć na koniec jeziora. Decyzja należy do Ciebie.
  • Będąc na przystani St. Bartholoma nie stawaj zawczasu w kolejce do powrotu. Będziesz tylko niepotrzebnie tracić czas. Możesz ten czas spędzić miło przy stoliku lokalnej restauracji. Jeśli Ci się nie spieszy, pojaw się na przystani chwilę przed czasem ostatniego rejsu. Operator rejsu i tak będzie musiał podstawić tu statek wycieczkowy celem przewiezienia wszystkich pasażerów, czy chce tego czy nie.
  • Uważaj w innej sytuacji, jeśli pojawisz się na przystani po odpłynięciu ostatniego statku. Może to trochę kosztować, a nawet może Cię czekać nocleg… pod chmurką. Teoretycznie nie ma możliwości noclegu na przystaniach.
  • Więcej na temat aktualnych taryf i rozkładu rejsów statków wycieczkowych dowiesz się ze strony internetowej Bayerische Seen-Schifffahrt