Wakacje 2024 – Dzień 28-29 – Schonau am Konigssee – Luckau – Podsumowanie

Wszystko, co dobre kiedyś się kończy. Czas na podsumowanie wakacyjnego wypadu

Niestety, zbliża się koniec naszego wakacyjnego wypadu na południe Europy. Musimy powoli przemieszczać się w stronę domu.

Przed wyjazdem korzystamy ze stacji sanitarnej znajdującej się przed wjazdem na parking. Nie wiem, co się dzieje. Udaje mi się zapłacić kartą za wodę, ale nie mogę skorzystać z automatu do rzutu kasety WC. Trudno poradziliśmy sobie w inny sposób.

Przed nami znów przejazd przez Austrię. Wykorzystujemy okazję i tankujemy się taniej niż w Niemczech. Nie rozumiem tego paradoksu. W Austrii cena oleju napędowego oscyluje w granicach 1,55-1,60 €, a kilka kilometrów dalej w sąsiednich Niemczech powyżej 1,75€. Może dla nich to żadna różnica, ale w moim wypadku to kilka złotych oszczędności.

Nawigacja zaplanowała nam przejazd oczywiście wyłącznie głównymi autostradami. Najpierw do Monachium, a następnie Norymbergii. Nie mamy ustalonego dokładnego końca. Zobaczymy jak pójdzie przejazd. Potem będziemy się martwić o nocleg.

Za Salzburgiem wypadamy na niemiecką autostradę … i zaraz zaciągam lejce. Trafiamy na kontrolę graniczną, chociaż jesteśmy kilka kilometrów w głębi kraju. W każdym razie wszyscy „podejrzani” kierowani są na zjazd w kierunku parkingu, gdzie roi się od służb. Mamy szczęście. Jedziemy dalej.

Dzisiaj jestem wyjątkowo zgodny z moją nawigacją. Co chwila, proponuje mi objazdy tworzących przede mną korków, a ja się zgadzam. Nie potrafię powiedzieć, na ile rzeczywiście ominąłem korki i ile zaoszczędziłem czasu. Wiem tylko, że w stosunku do moich wyliczeń, na końcu dnia mieliśmy około dwugodzinne opóźnienie w stosunku do planu.

Luckau

Postanawiamy rozpoznać nowe miejscówki i planujemy nocleg na obrzeżach Spreewald czyli krainie geograficznej leżącej na południe od Berlina, rozciągającej się w kierunku granicy z Polską. Jest znana z licznych rezerwatów przyrody typowych dla nizinnego krajobrazu rzeczno – dolinowego.

Zatrzymujemy się na obrzeżach krainy na gminnym parkingu w miejscowości Luckau. Nie jesteśmy sami. Na placu stoi kilkanaście pojazdów, w tym nawet „egzotyczny” z Hiszpanii. W sumie to dziwnie było w nocy. Wszystko przez rozwinięty na parkingu plac budowy z oświetlającymi teren naświetlaczami w kolorze .. zielonym. Trochę to dziwnie wyglądało, chociaż ciekawie.

Rano nie przepuścimy takiej okazji i przy okazji małych zakupów przed wyjazdem zwiedzamy miejscowość. Warto przejść się po dobrze zachowanym starym mieście z pięknie zdobionymi kamieniczkami wokół rynku. Na uwagę zasługuje również ratusz XVIII oraz gotycki kościół Św. Mikołaja z XIV-XV wieku. Można trafić na pozostałości murów obronnych z Czerwoną Wieżą (Roter Turm). W każdym razie miasto zasługuje na zatrzymanie się w nim na dłużej

Dzisiaj jest trzydziesty dzień naszej podróży. Teraz już rzeczywiście kończymy nasz wypad. Do granicy z Polską mamy zaledwie kilkadziesiąt kilometrów. Przejeżdżamy jednak przez warte powrotu i bardziej szczegółowego zwiedzenia tereny Spreewald, więc jeszcze chłoniemy widoki za szybami samochodu.

Podsumowanie dnia

  • Przejazd Schonau am Konigssee – Luckau – 723 km.
  • Koszt postoju na Wohnmobilstellplatz w Luckau – 5,00 €.
  • Przejazd Luckau – dom – 387 km.

Podsumowanie wyjazdu

  • W podróży spędzamy dokładnie 30 dni. Jest to nasz najdłuższy wypad jak do tej pory.
  • Odwiedzamy pięć państw i zatrzymujemy się łącznie w 12 lokalizacjach:
    • Niemcy – Eisenach, Schonau am Konigssee, Luckau
    • Szwajcaria – Grindenwald,
    • Włochy – Verbania, Colico, Tirano, Malga Ciapela, Arabba, Cortina d’Ampezzo,
    • Słowenia – Gozd Martuljek,
    • Austria – Obertraun,
  • Przejechaliśmy samochodem 3857 km.
  • Przeszliśmy na własnych nogach 187,5 km szlaków.
  • Czasem mieliśmy nie najlepszą pogodę, ale to wszystko było rekompensowane przez cudowne chwile i widoki, które przeżyliśmy w podroży.
  • Łączny koszt podróży – ok. 11 tys. zł. Jest to nasz najdroższy wyjazd z dotychczasowych, ale jednocześnie najdłuższy.
  • Wrażenia niesamowite. Znów odwiedziliśmy piękne miejsca, do których na pewno kiedyś wrócimy. Zresztą już do niektórych wracamy.
  • Nigdy w życiu nie przypuszczałbym, że będę korzystać z jednej z najsłynniejszych linii kolejowych z przejazdem Bernina Express.
  • Odnoście się krytycznie do wszelkich opisów miejsc. To, czy się komuś podoba, czy nie, to jest względne odczucie. Jesteście niezależni i macie swoją wolę i rozum. To wy musicie sam stwierdzić, czy dane miejsce wam się podoba. Jak się o tym przekonać? Po prostu pojechać tam.

Wakacje 2024 – Dzień 27 – Konigssee

Zachęcamy do spędzenia z nami dnia nad pięknym, górskim jeziorem.

Jesteśmy nad jeziorem Königssee, położonym na terenie Parku Narodowego Berchtesgaden. To jedno z najbardziej znanych i jednocześnie najbardziej chronionych jezior w Niemczech. Ma około 8 kilometrów długości, do 1250 metrów szerokości i blisko 200 metrów głębokości. Co więcej, uchodzi za jedno z najczystszych jezior w kraju – jego woda spełnia normy wody pitnej.

Ruch turystyczny na jeziorze odbywa się wyłącznie przy użyciu łodzi napędzanych energią elektryczną. Co ciekawe, pierwsze jednostki z takim napędem pojawiły się tu już w 1909 roku. Dzięki temu rejsy są niemal bezgłośne, a przyroda pozostaje nienaruszona. Woda w jeziorze jest chłodna, ponieważ Königssee zasilają głównie podziemne źródła.

Dzień zaczynamy wcześnie. Chcemy koniecznie skorzystać z rejsów po jeziorze, dlatego już pół godziny przed ósmą rano ustawiamy się w długiej kolejce po bilety. Chwilę później trafiamy do następnej – tym razem do przystani. Rozmiar ogonka robi wrażenie, jednak szybko okazuje się, że to tylko pozory. Obsługa działa bardzo sprawnie i regularnie „upakowuje” pasażerów na kolejne łodzie.

Udaje nam się załapać na drugi rejs. Na pokład jednocześnie wchodzi ponad 60 osób. Wybieramy najdłuższą trasę – z przystani Königssee aż do Salet, położonej na południowym krańcu jeziora. Według rozkładu podróż zajmuje około 55 minut.

Rejs po Königssee – cisza, echo i wodospady

Łódź sunie niemal bezszelestnie po tafli wody. Ciszę przerywa jedynie głos członka załogi, który podczas rejsu pełni rolę przewodnika i opowiada o jeziorze oraz otaczających je górach. Niestety wszystko odbywa się po niemiecku, co dla osób nieznających języka może być pewnym utrudnieniem.

Pierwszym przystankiem na trasie jest przystań Kessel. Tam jednak wysiada tylko jedna para turystów. Większość płynie dalej.

W pewnym momencie statek zatrzymuje się, a jeden z członków załogi wyciąga trąbkę. Kilka dźwięków wystarcza, aby okoliczne skały odpowiedziały echem. Oczywiście artysta po swoim występie zbiera drobne euro do czapki – i trudno mu się dziwić.

Na krótko zatrzymujemy się przy przystani St. Bartholomä, gdzie wysiada część pasażerów. Większość, podobnie jak my, płynie dalej do Salet. Chwilę później podziwiamy jeden z najpiękniejszych wodospadów w Niemczech – Schrainbachfall, który kaskadami spada do jeziora z wysokości około 80 metrów.

Salet

Salet to ostatnia przystań na jeziorze Königssee. Stąd szlaki prowadzą dalej na południe.

Naszym celem jest oddalone o około 500 metrów jezioro Obersee – niewielkie, ale absolutnie zjawiskowe. Ma około 1,5 kilometra długości i 500 metrów szerokości, a w jego krystalicznej wodzie jak w lustrze odbijają się otaczające góry.

Od tego miejsca szlak biegnący wzdłuż brzegu staje się wyraźnie bardziej wymagający. Przejście go w sandałach może sprawić problemy, dlatego warto mieć solidniejsze obuwie. Na szczęście trafiamy na porę, w której wszyscy wędrują w jednym kierunku, więc unikamy zatorów w wąskich przejściach.

Warto jednak poświęcić trochę czasu i wysiłku żeby dotrzeć na koniec hali. Na końcu doliny czeka bowiem spektakularny wodospad Rothbach, którego wody spadają z wysokości około 400 metrów. To najwyższy wodospad w Niemczech. Niestety nie da się podejść pod samą kaskadę wody – można go podziwiać jedynie z pewnej odległości, u jego podnóża.

Droga powrotna do przystani nie jest już tak przyjemna. Na wąskich odcinkach przy Obersee co chwilę trafiamy na przestoje, co skutecznie spowalnia marsz.

St. Bartholoma

Kaplica St. Bartholomä to jeden z najbardziej rozpoznawalnych symboli jeziora Königssee. Praktycznie każdy przewodnik, czy folder promocyjny wykorzystuje jej charakterystyczny wizerunek. Obecny wygląd kaplica zyskała pod koniec XVII wieku. Z czasem sąsiadująca z nią letnia rezydencja kanoników przeszła w ręce Królestwa Bawarii i stała się pałacem myśliwskim. Dziś mieści się tam restauracja.

Jak zwykle nie ograniczamy się do samej przystani. Najpierw robimy krótką pętlę wokół okolicy, spacerując wzdłuż brzegu jeziora. Pojedyncze osoby decydują się nawet na kąpiel, choć temperatura wody skutecznie do tego zniechęca.

Następnie ruszamy szlakiem nr 446 w stronę Eiskapell – niewielkiego lodowca u podnóża potężnych szczytów. Trasa wymaga pokonania pewnego przewyższenia, jednak nie sprawia większych trudności. Stamtąd lokalną ścieżką schodzimy z powrotem nad jezioro. Do przystani pozostaje zaledwie pięć minut spaceru.

Na przystani ustawiamy się w długiej kolejce oczekujących na powrót. Ogonek ciągnie się niemal pod samą kaplicę. Na statek czekamy ponad godzinę. Od około 17:00 cały ruch na jeziorze skupia się na zwożeniu turystów z powrotem do głównej przystani.

Mimo tego długiego oczekiwania na koniec z czystym sumieniem polecamy wizytę nad jeziorem Königssee. To miejsce robi ogromne wrażenie i trudno wyjechać stąd zawiedzionym.

Podsumowanie

  • Koszt rejsu Konigssee – Salet (najdłuższa trasa w obie strony) – 28,50€ / osobę.

Trasa wycieczki Salet – wodospad Rothbach – 9,1 km. Przewyższenie 408m.

Trasa wycieczki St. Bartholoma – Eiskapell – 8,0 km. Przewyższenie 237m.

Wskazówki

  • Według operatora rejsów najkorzystniej jest na początku płynąć do Salet, potem St. Bartholoma i stamtąd do Konigssee. Najkorzystniej dla operatora. Zabiera wszystkich podróżnych z bliższej lokalizacji. Nie musi płynąć na koniec jeziora. Decyzja należy do Ciebie.
  • Będąc na przystani St. Bartholoma nie stawaj zawczasu w kolejce do powrotu. Będziesz tylko niepotrzebnie tracić czas. Możesz ten czas spędzić miło przy stoliku lokalnej restauracji. Jeśli Ci się nie spieszy, pojaw się na przystani chwilę przed czasem ostatniego rejsu. Operator rejsu i tak będzie musiał podstawić tu statek wycieczkowy celem przewiezienia wszystkich pasażerów, czy chce tego czy nie.
  • Uważaj w innej sytuacji, jeśli pojawisz się na przystani po odpłynięciu ostatniego statku. Może to trochę kosztować, a nawet może Cię czekać nocleg… pod chmurką. Teoretycznie nie ma możliwości noclegu na przystaniach.
  • Więcej na temat aktualnych taryf i rozkładu rejsów statków wycieczkowych dowiesz się ze strony internetowej Bayerische Seen-Schifffahrt

Wakacje 2024 – Dzień 26 – Obertraun – Schonau am Konigssee

Na naszej trasie kolejne piękne jezioro, jezioro Królewskie

Nie chce nam się opuszczać jeziora Hallstatt. W okolicy wciąż jest tyle do zobaczenia, że bez wahania przedłużamy pobyt o kilka godzin i spokojnie spędzamy czas na plaży. Nic nas nie goni. Do kolejnego celu w linii prostej mamy zaledwie 50 kilometrów, choć realnie wyjdzie ich ponad 90. Dodatkowo pogoda lekko się psuje, dlatego z mniejszym żalem pakujemy się i ruszamy dalej. Naszym finałowym punktem dnia będzie już niemieckie Königssee.

Na początku, jak zwykle, musimy przebić się przez Hallstatt. Samochody krążą w poszukiwaniu wolnych miejsc parkingowych, więc cierpliwie czekamy, aż droga się udrożni. Gdy tylko zostawiamy miasteczko za sobą, jazda staje się przyjemnością. Trasa jest ciekawa zarówno pod względem prowadzenia, jak i widoków, które co chwilę przyciągają wzrok.

Nie ma sensu się spieszyć – większość drogi i tak pokonujemy ze średnią prędkością poniżej 70 km/h. Dopiero po wjeździe na autostradę A10 w kierunku Salzburga tempo nieco wzrasta. Jednak długo tam nie zostajemy. Na wysokości Salzburga odbijamy na południe, w stronę Berchtesgaden, gdzie przekraczamy granicę z niemiecką Bawarią.

Schönau am Königssee

W Schönau am Königssee zjeżdżamy na Stellplatz für Wohnmobile und Wohnwagen przy Seestraße. Parking jest wypełniony niemal do granic możliwości, jednak po chwili znajdujemy pierwsze wolne miejsce, a następnie przestawiamy się na bardziej komfortowe stanowisko.

Idę do parkometru i… następuje mały zgrzyt. Automat uparcie nie widzi żadnej z moich kart bankowych, mimo że chwilę wcześniej płaciłem telefonem. Na szczęście obok stoi zmieniarka, więc szybko zamieniam banknoty na bilon. Ostatecznie postój opłacamy bez większych nerwów.

Sam parking, choć leży przy dość ruchliwej drodze, ma sporo uroku. Znajduje się tuż nad rzeką Königsseer Ache, pomiędzy zalesionym wzgórzem a nurtem wody, a w tle widać już potężne alpejskie szczyty.

Malerwinkelrundweg

Ruszamy na spacer, zaczynając od ścieżki wzdłuż rzeki. Szum wody działa kojąco, choć pewnie nie każdy uznałby go za relaksujący. Po kilku minutach docieramy do centrum miejscowości i wychodzimy na główną ulicę.

Nagle dopada mnie dziwne déjà vu. Ten deptak przypomina… Krupówki. Różnica jest taka, że zamiast „chińszczyzny” dominują tu minerały – od surowych okazów po starannie oszlifowane wyroby. Trzeba przyznać, że jest w czym wybierać.

Po drodze mijamy kilka lunet skierowanych na wschód. Wskazują jedno miejsce – Orle Gniazdo na Kehlsteinie. Dopiero po chwili dociera do nas, że patrzymy na słynną herbaciarnię, znaną z kart historii jako urodzinowy prezent dla pewnego dyktatora z wąsikiem. Jeśli kiedyś tam dotrzemy, na pewno poświęcimy temu miejscu osobny wpis.

Naszym głównym celem pozostaje jednak przystań statków wycieczkowych nad jeziorem Königssee. Sprawdzamy rozkład rejsów na kolejny dzień, a przy okazji po prostu chłoniemy widok. Nawet z perspektywy przystani jezioro robi ogromne wrażenie – wciśnięte pomiędzy pionowo opadające, skalne ściany wygląda wręcz nierealnie.

Dnia jeszcze nie kończymy. Ruszamy dalej szlakiem Malerwinkelrundweg, prowadzącym pomiędzy wiatami, w których przechowywane są łodzie. Trasa łagodnie się wznosi, a w prześwitach między drzewami co chwilę miga tafla jeziora.

Po kilkunastu minutach docieramy na punkt widokowy. Jest już blisko 18:00, więc w oddali widać całe „stada” statków wycieczkowych wracających do przystani. To jedno z tych miejsc, w których czas zwalnia. Można siedzieć godzinami i po prostu chłonąć ciszę oraz atmosferę.

Zdjęcie. Pięknie położony punkt widokowy na jezioro Konigssee na szlaku Malerwinkelrundweg. W dali na jeziorze widać powracające statki wycieczkowe.

Na powrót wybieramy dalszy odcinek pętli Malerwinkelrundweg. Szlak wyprowadza nas w okolice stacji kolejki linowej Jennerbahn, skąd do kampera mamy już tylko kilkaset metrów.

Podsumowanie

  • Przejazd Obertraun – Konigssee – 97 km.
  • Koszt postoju na parkingu Konigssee – 25,00 €.
  • Parking wyposaży w automatyczną toaletą. Chwilami może być tłoczno, ale jest. Przed wjazdem na parking umieszczono punkt zrzutu i uzupełniania wody na dwa pojazdy jednoczesnie. Wszystko na karty.
  • Trasa wycieczki Konigssee – Malerwinkelrundweg – 4,6 km. Przewyższenie 147 m.

Wskazówki

  • Z Obertraun do Hallstatt możesz dostać się z wykorzystaniem komunikacji publicznej (autobus), promem lub łodzią. Wyprawa promem kosztuje 10,00€ w jedną stronę, 16.00€ w obie strony. Bilet zniżkowy można kupić za 8,00€ lub 12,00€ w obie strony (2024 rok).
  • W przypadku, gdy nie działają twoje kary bankowe za postój nad jeziorem Konigssee zapłacisz gotówką. Automat przyjmuje wyłącznie bilon. Zmieniarka banknotów jest obok parkometru.

Wakacje 2024 – Dzień 2 – Ciągle w drodze

Ciągle w drodze, ale dzisiaj będziemy już na miejscu

Pobudka. Śniadanie. Szybka obsługa kampera i ruszamy w dalszą drogę. Jest jeszcze chwila na podziwianie z daleka zamku Wartburg górującego nad okolicą. Wabi nas. Może następnym razem.

Zdjęcie. Zamek Wartburg z okolic parkingu dla kamperów w Eisenach.

Nie dyskutuj z nawigacją i tak wyprowadzi Cię w maliny

Ruszamy dalej, a ja znów próbuję dogadać się z moją nawigacją, która żyje własnym życiem. Otóż twierdzi, że znajdujące się przed nami remontowane odcinki autostrad są .. zamknięte! Nie za bardzo jej wierzę i trzymam się lokalsów. I co!? Okazuje się, że można normalnie przejechać. Z tego wszystkiego nawigacja odegrała się później na mnie i w połowie trasy władowała mnie bez ostrzeżenia w korek, gdzie musiałem swoje odstać.

Ponieważ jedziemy autostradą A5 więc jak zwykle mamy problem z zatrzymaniem się na postój. Na pierwszych trzech parkingach tylko zwalniamy nie zatrzymując się. Wszystko parkingi zabite ciężarówkami. Udaje się na czwartym. Co ciekawe zatrzymujemy na tym samym parkingu co 4 miesiące temu, dokładnie o długość kampera dalej niż ostatnio.

Za chwilę wyjaśni się gdzie zaczynamy

Startujemy dalej autostradą A5. Jeśli czytałeś Drogi Czytelniku poprzednie wpisy, zawiodę Cię. Tym razem nie będę skręcał w autostradę A36 w kierunku Francji, ponieważ naszym celem jest .. Szwajcaria.

Tym razem wakacje zaczynamy od wysokiego C. Nie robimy żadnej rozgrzewki w mniejszych górkach Zaczynamy od poważnych GÓR.

Jedziemy w kierunku Bazylei, ale przed nią odbijamy w bok i przez Rheinfelden wjeżdżamy do  Szwajcarii. Na granicy zwalniamy nie zatrzymując się na znaku stop, ponieważ szwajcarski strażnik graniczny macha żeby jechać dalej. I tak muszę za chwilę zatrzymać się na najbliższej stacji paliw, żeby wykupić winietę. Oklejeni winietą ruszamy z werwą dalej, żeby … za chwilę utknąć w korku. Jazda po szwajcarskich autostradach nie należy do przyjemności, ale jest niezbędna, a czasem jest nawet emocjonująca. W każdym razie udaje nam się ominąć Berno oraz Thun i zbliżamy się do Interlaken.

Stąd już tylko rzut beretem dzieli nas od pierwszego celu podróży .. miejscowości Grindelwald. Jest to nasza kolejna wizyta w tej okolicy. Kilka lat temu odwiedziliśmy sąsiednią dolinę Lauterbrunnen.

Kilka kilometrów przed Lauterbrunnen odbijamy w lewo. Wąską, typową dla tych terenów drogą pniemy się powoli coraz wyżej. Na szczęście nasz kamping znajduje się prawie na wjeździe do miejscowości.

Camping Eigernordwand

Meldujemy się na Campingu Eigernordwand. Załatwiamy wszelkie formalności. W ramach pobytu otrzymujemy kartę gościa. Karta gościa upoważnia do korzystania z bezpłatnej komunikacji w obrębie miejscowości przy korzystaniu z linii 121, 122 i 123. Są jeszcze trzy dodatkowe linie, ale o nich będzie w kolejnych wpisach. Więcej informacji o korzyściach karty gościa możecie sprawdzić na bieżąco na stronie internetowej.

Kamping składa się z trzech części. Hotelu z restauracją, części z ustawionymi na stałe przyczepami kampingowymi oraz części kampingowej. W zasadzie panuje tam dowolność w rozbiciu się na pobyt. Chociaż właściciel próbuje to opanować zwłaszcza, że teren jest po opadach miejscami błotnisty. Dla pojazdów zabezpieczone są drewniane najazdy z których można skorzystać. Nie dość, że niwelują nierówności terenu, to jeszcze zapobiegają nadmiernemu zapadaniu się pojazdu w trawie. W mojej ocenie lepiej sprawdzają się niż fabryczne, plastikowe. Radzę z nich skorzystać.

Oczywiście na terenie kampingu znajduje się blok sanitarny. Jest jeden i do tego nowy. W pełni spełnia swoją rolę, a nawet więcej. Chociaż to więcej, można uznać za wadę. Mianowicie, na terenie kampingu dostępna jest bezpłatna sieć Wi-Fi. Dokładniej jest dostępna w dwóch miejscach. Przy recepcji i przy … bloku sanitarnym. W ten oto sposób blok sanitarny i ustawiona pod nim ławeczka staje się centrum spotkań towarzyskich. Przechodząc do wady. Niektórzy z tego powodu nadmiernie okupują toalety. W sumie przecież nie można zabronić.

Po rozstawieniu się mamy jeszcze chwilę. Ruszamy więc na mały spacer po okolicy. Pomimo zalegających nisko chmur jest pięknie i liczymy na więcej. Dodatkowo prawie po sąsiedzku znajduje się stacja Wengernalpbahn, najdłuższej kolei zębatej na świecie.

Zdjęcie. Zjeżdżający z gór pociąg Wengernalpbahn. Po środku torowiska widoczna trzecia szyna zębata.

Z drugiej strony znajduje się duży terminal stacji kolejek linowych Eiger Express oraz Mannlichenbahn. Jest w czym wybierać tym bardziej, że atrakcji jest więcej.

Podsumowanie

  • Przejazd Eisenach – Grindelwald – 681 km.
  • Koszt winiety szwajcarskiej – 40,00 CHF.

Wskazówki

  • W Grindelwald odkryliśmy trzy kampingi. Drugi jest mniejszy i wymaga wcześniejszej rezerwacji, a trzeci jest trochę dziwny. Będzie o tym w dalszym wpisie.
  • Camping Eigernordwand nie przyjmuje podróżujących z psami.

Wakacje 2024 – Dzień 1 – W drodze

Zaczynamy wakacje. Musimy racjonalnie gospodarować czasem, a tego jest niewiele

Zaczynamy wakacje. Plany są ambitne, a czasu na ich realizację niewiele. Ja w zasadzie wpadam w wyjazd prosto z marszu oderwany od biurka. Małżonka jest już tydzień na wakacjach. Ja ten czas poświęcam zakupom, oczywiście tym niezbędnym i tym mniej potrzebnym. Na te wakacje przewiduję dodatkowe atrakcje, ale nie wszystko na raz. Będę dawkować informacje. Nie zdradzę wszystkiego w pierwszym wpisie.

Udaje nam się zebrać wszystko z samego rana. Przynajmniej tak sądzimy. Wbrew pozorom wymagało to trochę wysiłku. Startujemy o miarę rozsądnej godzinie, jeszcze przed południem. Plan na pierwszy dzień, to skok na ponad 700 km.

Czyżby falstart!?

Teraz dopiero jak ruszyliśmy pojawiają się pierwsze problemy. Zaczęło się kół. Dokładniej od jednego. Muszę co kilkadziesiąt kilometrów i poprawiać dokręcenie śrub.  Dopiero za kolejnym razem, jak piasta koła i śruby osiągnęły odpowiednią temperaturę przechodzi jak ręką odjął. Zapominam o kole.

W międzyczasie jednak zauważam, że moja lodówka nie przechodzi w trybie automatycznym na zasilanie gazem. Szybka weryfikacja i okazuje się, że skończył się gaz. Na dodatek w butli, w której teoretycznie powinien być. Nie pozostało nic innego jak zaopatrzyć się w gaz na terenie Niemiec. Czyli pojawia się pierwszy wydatek na naszej wakacyjnej trasie. Na szczęście korzystamy z niemieckiej butli gazowej, więc nie będzie większych problemów z wymianą.

Jeszcze przed granicą ostatnie tankowanie do pełna za złotówki i wjeżdżamy do Niemiec. No nie tak całkiem. Trzeba odstać swoje w korku do kontroli po niemieckiej stronie granicy. Na szczęście korek zaczynał się dokładnie przed Odrą i miał około kilometra, ale swoje trzeba odstać.

Ponieważ jest sobota i ruch ciężarówek niewielki, więc w stronę Berlina przemieszczamy się w miarę sprawnie. Po butlę z gazem jedziemy do marketu jednej ze znanych również u nas sieci marketów budowalnych. Dla nas to najpewniejszy punkt zaopatrzenia w gaz. Pod Berlinem odbijamy kilometr w bok. Na zjeździe mijamy akcję służb ratunkowych przy rozbitym wozie. Nie wygląda to dobrze. Zaopatrujemy się w pełną butlę gazu i ruszamy dalej. Nie tak szybko. Okazało się, że w związku z wypadkiem, który mijaliśmy wcześniej .. zamknięto nam zjazd. Nie pozostało nic innego, jak szukać objazdu. W ten oto sposób przez godzinę tułamy się po pod berlińskich miejscowościach zanim wyjedziemy na naszą autostradę.

Strefa kibica

Dalej już bez przeszkód docieramy do naszego pierwszego postoju w Eisenach. Miejsce już opisywałem. Zatrzymaliśmy się tam w trakcie naszego wyjazdu na ferie w 2024 roku.

Tam trafiamy na prawdziwą strefę kibica. Akurat trwa kolejny mecz Euro 2024 Dania – Niemcy. Pomiędzy dwoma kamperami ustawiono 50 calowy telewizor wokół którego zgromadziła się rzesza kamperowych kibiców z właścicielem obiektu na czele. Niemcy wygrali. Chociaż po kibicach nie było widać zadowolenia.

Mi udaje się ustawić telewizję, a dokładniej odszukać kanały po zmianach na satelicie. Jednak i tak brakuje dwóch programów. Trudno będziemy musieli jakoś to przeżyć.

Noc mija spokojnie.

Podsumowanie

  • Przejazd do Eisenach – 723 km.
  • Koszt postoju dla dwóch osób w Eisenach – 15,00€.