Wakacje 2024 – Dzień 28-29 – Schonau am Konigssee – Luckau – Podsumowanie

Wszystko, co dobre kiedyś się kończy. Czas na podsumowanie wakacyjnego wypadu

Niestety, zbliża się koniec naszego wakacyjnego wypadu na południe Europy. Musimy powoli przemieszczać się w stronę domu.

Przed wyjazdem korzystamy ze stacji sanitarnej znajdującej się przed wjazdem na parking. Nie wiem, co się dzieje. Udaje mi się zapłacić kartą za wodę, ale nie mogę skorzystać z automatu do rzutu kasety WC. Trudno poradziliśmy sobie w inny sposób.

Przed nami znów przejazd przez Austrię. Wykorzystujemy okazję i tankujemy się taniej niż w Niemczech. Nie rozumiem tego paradoksu. W Austrii cena oleju napędowego oscyluje w granicach 1,55-1,60 €, a kilka kilometrów dalej w sąsiednich Niemczech powyżej 1,75€. Może dla nich to żadna różnica, ale w moim wypadku to kilka złotych oszczędności.

Nawigacja zaplanowała nam przejazd oczywiście wyłącznie głównymi autostradami. Najpierw do Monachium, a następnie Norymbergii. Nie mamy ustalonego dokładnego końca. Zobaczymy jak pójdzie przejazd. Potem będziemy się martwić o nocleg.

Za Salzburgiem wypadamy na niemiecką autostradę … i zaraz zaciągam lejce. Trafiamy na kontrolę graniczną, chociaż jesteśmy kilka kilometrów w głębi kraju. W każdym razie wszyscy „podejrzani” kierowani są na zjazd w kierunku parkingu, gdzie roi się od służb. Mamy szczęście. Jedziemy dalej.

Dzisiaj jestem wyjątkowo zgodny z moją nawigacją. Co chwila, proponuje mi objazdy tworzących przede mną korków, a ja się zgadzam. Nie potrafię powiedzieć, na ile rzeczywiście ominąłem korki i ile zaoszczędziłem czasu. Wiem tylko, że w stosunku do moich wyliczeń, na końcu dnia mieliśmy około dwugodzinne opóźnienie w stosunku do planu.

Luckau

Postanawiamy rozpoznać nowe miejscówki i planujemy nocleg na obrzeżach Spreewald czyli krainie geograficznej leżącej na południe od Berlina, rozciągającej się w kierunku granicy z Polską. Jest znana z licznych rezerwatów przyrody typowych dla nizinnego krajobrazu rzeczno – dolinowego.

Zatrzymujemy się na obrzeżach krainy na gminnym parkingu w miejscowości Luckau. Nie jesteśmy sami. Na placu stoi kilkanaście pojazdów, w tym nawet „egzotyczny” z Hiszpanii. W sumie to dziwnie było w nocy. Wszystko przez rozwinięty na parkingu plac budowy z oświetlającymi teren naświetlaczami w kolorze .. zielonym. Trochę to dziwnie wyglądało, chociaż ciekawie.

Rano nie przepuścimy takiej okazji i przy okazji małych zakupów przed wyjazdem zwiedzamy miejscowość. Warto przejść się po dobrze zachowanym starym mieście z pięknie zdobionymi kamieniczkami wokół rynku. Na uwagę zasługuje również ratusz XVIII oraz gotycki kościół Św. Mikołaja z XIV-XV wieku. Można trafić na pozostałości murów obronnych z Czerwoną Wieżą (Roter Turm). W każdym razie miasto zasługuje na zatrzymanie się w nim na dłużej

Dzisiaj jest trzydziesty dzień naszej podróży. Teraz już rzeczywiście kończymy nasz wypad. Do granicy z Polską mamy zaledwie kilkadziesiąt kilometrów. Przejeżdżamy jednak przez warte powrotu i bardziej szczegółowego zwiedzenia tereny Spreewald, więc jeszcze chłoniemy widoki za szybami samochodu.

Podsumowanie dnia

  • Przejazd Schonau am Konigssee – Luckau – 723 km.
  • Koszt postoju na Wohnmobilstellplatz w Luckau – 5,00 €.
  • Przejazd Luckau – dom – 387 km.

Podsumowanie wyjazdu

  • W podróży spędzamy dokładnie 30 dni. Jest to nasz najdłuższy wypad jak do tej pory.
  • Odwiedzamy pięć państw i zatrzymujemy się łącznie w 12 lokalizacjach:
    • Niemcy – Eisenach, Schonau am Konigssee, Luckau
    • Szwajcaria – Grindenwald,
    • Włochy – Verbania, Colico, Tirano, Malga Ciapela, Arabba, Cortina d’Ampezzo,
    • Słowenia – Gozd Martuljek,
    • Austria – Obertraun,
  • Przejechaliśmy samochodem 3857 km.
  • Przeszliśmy na własnych nogach 187,5 km szlaków.
  • Czasem mieliśmy nie najlepszą pogodę, ale to wszystko było rekompensowane przez cudowne chwile i widoki, które przeżyliśmy w podroży.
  • Łączny koszt podróży – ok. 11 tys. zł. Jest to nasz najdroższy wyjazd z dotychczasowych, ale jednocześnie najdłuższy.
  • Wrażenia niesamowite. Znów odwiedziliśmy piękne miejsca, do których na pewno kiedyś wrócimy. Zresztą już do niektórych wracamy.
  • Nigdy w życiu nie przypuszczałbym, że będę korzystać z jednej z najsłynniejszych linii kolejowych z przejazdem Bernina Express.
  • Odnoście się krytycznie do wszelkich opisów miejsc. To, czy się komuś podoba, czy nie, to jest względne odczucie. Jesteście niezależni i macie swoją wolę i rozum. To wy musicie sam stwierdzić, czy dane miejsce wam się podoba. Jak się o tym przekonać? Po prostu pojechać tam.

Wakacje 2024 – Dzień 27 – Konigssee

Zachęcamy do spędzenia z nami dnia nad pięknym, górskim jeziorem.

Jesteśmy nad jeziorem Königssee, położonym na terenie Parku Narodowego Berchtesgaden. To jedno z najbardziej znanych i jednocześnie najbardziej chronionych jezior w Niemczech. Ma około 8 kilometrów długości, do 1250 metrów szerokości i blisko 200 metrów głębokości. Co więcej, uchodzi za jedno z najczystszych jezior w kraju – jego woda spełnia normy wody pitnej.

Ruch turystyczny na jeziorze odbywa się wyłącznie przy użyciu łodzi napędzanych energią elektryczną. Co ciekawe, pierwsze jednostki z takim napędem pojawiły się tu już w 1909 roku. Dzięki temu rejsy są niemal bezgłośne, a przyroda pozostaje nienaruszona. Woda w jeziorze jest chłodna, ponieważ Königssee zasilają głównie podziemne źródła.

Dzień zaczynamy wcześnie. Chcemy koniecznie skorzystać z rejsów po jeziorze, dlatego już pół godziny przed ósmą rano ustawiamy się w długiej kolejce po bilety. Chwilę później trafiamy do następnej – tym razem do przystani. Rozmiar ogonka robi wrażenie, jednak szybko okazuje się, że to tylko pozory. Obsługa działa bardzo sprawnie i regularnie „upakowuje” pasażerów na kolejne łodzie.

Udaje nam się załapać na drugi rejs. Na pokład jednocześnie wchodzi ponad 60 osób. Wybieramy najdłuższą trasę – z przystani Königssee aż do Salet, położonej na południowym krańcu jeziora. Według rozkładu podróż zajmuje około 55 minut.

Rejs po Königssee – cisza, echo i wodospady

Łódź sunie niemal bezszelestnie po tafli wody. Ciszę przerywa jedynie głos członka załogi, który podczas rejsu pełni rolę przewodnika i opowiada o jeziorze oraz otaczających je górach. Niestety wszystko odbywa się po niemiecku, co dla osób nieznających języka może być pewnym utrudnieniem.

Pierwszym przystankiem na trasie jest przystań Kessel. Tam jednak wysiada tylko jedna para turystów. Większość płynie dalej.

W pewnym momencie statek zatrzymuje się, a jeden z członków załogi wyciąga trąbkę. Kilka dźwięków wystarcza, aby okoliczne skały odpowiedziały echem. Oczywiście artysta po swoim występie zbiera drobne euro do czapki – i trudno mu się dziwić.

Na krótko zatrzymujemy się przy przystani St. Bartholomä, gdzie wysiada część pasażerów. Większość, podobnie jak my, płynie dalej do Salet. Chwilę później podziwiamy jeden z najpiękniejszych wodospadów w Niemczech – Schrainbachfall, który kaskadami spada do jeziora z wysokości około 80 metrów.

Salet

Salet to ostatnia przystań na jeziorze Königssee. Stąd szlaki prowadzą dalej na południe.

Naszym celem jest oddalone o około 500 metrów jezioro Obersee – niewielkie, ale absolutnie zjawiskowe. Ma około 1,5 kilometra długości i 500 metrów szerokości, a w jego krystalicznej wodzie jak w lustrze odbijają się otaczające góry.

Od tego miejsca szlak biegnący wzdłuż brzegu staje się wyraźnie bardziej wymagający. Przejście go w sandałach może sprawić problemy, dlatego warto mieć solidniejsze obuwie. Na szczęście trafiamy na porę, w której wszyscy wędrują w jednym kierunku, więc unikamy zatorów w wąskich przejściach.

Warto jednak poświęcić trochę czasu i wysiłku żeby dotrzeć na koniec hali. Na końcu doliny czeka bowiem spektakularny wodospad Rothbach, którego wody spadają z wysokości około 400 metrów. To najwyższy wodospad w Niemczech. Niestety nie da się podejść pod samą kaskadę wody – można go podziwiać jedynie z pewnej odległości, u jego podnóża.

Droga powrotna do przystani nie jest już tak przyjemna. Na wąskich odcinkach przy Obersee co chwilę trafiamy na przestoje, co skutecznie spowalnia marsz.

St. Bartholoma

Kaplica St. Bartholomä to jeden z najbardziej rozpoznawalnych symboli jeziora Königssee. Praktycznie każdy przewodnik, czy folder promocyjny wykorzystuje jej charakterystyczny wizerunek. Obecny wygląd kaplica zyskała pod koniec XVII wieku. Z czasem sąsiadująca z nią letnia rezydencja kanoników przeszła w ręce Królestwa Bawarii i stała się pałacem myśliwskim. Dziś mieści się tam restauracja.

Jak zwykle nie ograniczamy się do samej przystani. Najpierw robimy krótką pętlę wokół okolicy, spacerując wzdłuż brzegu jeziora. Pojedyncze osoby decydują się nawet na kąpiel, choć temperatura wody skutecznie do tego zniechęca.

Następnie ruszamy szlakiem nr 446 w stronę Eiskapell – niewielkiego lodowca u podnóża potężnych szczytów. Trasa wymaga pokonania pewnego przewyższenia, jednak nie sprawia większych trudności. Stamtąd lokalną ścieżką schodzimy z powrotem nad jezioro. Do przystani pozostaje zaledwie pięć minut spaceru.

Na przystani ustawiamy się w długiej kolejce oczekujących na powrót. Ogonek ciągnie się niemal pod samą kaplicę. Na statek czekamy ponad godzinę. Od około 17:00 cały ruch na jeziorze skupia się na zwożeniu turystów z powrotem do głównej przystani.

Mimo tego długiego oczekiwania na koniec z czystym sumieniem polecamy wizytę nad jeziorem Königssee. To miejsce robi ogromne wrażenie i trudno wyjechać stąd zawiedzionym.

Podsumowanie

  • Koszt rejsu Konigssee – Salet (najdłuższa trasa w obie strony) – 28,50€ / osobę.

Trasa wycieczki Salet – wodospad Rothbach – 9,1 km. Przewyższenie 408m.

Trasa wycieczki St. Bartholoma – Eiskapell – 8,0 km. Przewyższenie 237m.

Wskazówki

  • Według operatora rejsów najkorzystniej jest na początku płynąć do Salet, potem St. Bartholoma i stamtąd do Konigssee. Najkorzystniej dla operatora. Zabiera wszystkich podróżnych z bliższej lokalizacji. Nie musi płynąć na koniec jeziora. Decyzja należy do Ciebie.
  • Będąc na przystani St. Bartholoma nie stawaj zawczasu w kolejce do powrotu. Będziesz tylko niepotrzebnie tracić czas. Możesz ten czas spędzić miło przy stoliku lokalnej restauracji. Jeśli Ci się nie spieszy, pojaw się na przystani chwilę przed czasem ostatniego rejsu. Operator rejsu i tak będzie musiał podstawić tu statek wycieczkowy celem przewiezienia wszystkich pasażerów, czy chce tego czy nie.
  • Uważaj w innej sytuacji, jeśli pojawisz się na przystani po odpłynięciu ostatniego statku. Może to trochę kosztować, a nawet może Cię czekać nocleg… pod chmurką. Teoretycznie nie ma możliwości noclegu na przystaniach.
  • Więcej na temat aktualnych taryf i rozkładu rejsów statków wycieczkowych dowiesz się ze strony internetowej Bayerische Seen-Schifffahrt

Wakacje 2024 – Dzień 26 – Obertraun – Schonau am Konigssee

Na naszej trasie kolejne piękne jezioro, jezioro Królewskie

Nie chce nam się opuszczać jeziora Hallstatt. W okolicy wciąż jest tyle do zobaczenia, że bez wahania przedłużamy pobyt o kilka godzin i spokojnie spędzamy czas na plaży. Nic nas nie goni. Do kolejnego celu w linii prostej mamy zaledwie 50 kilometrów, choć realnie wyjdzie ich ponad 90. Dodatkowo pogoda lekko się psuje, dlatego z mniejszym żalem pakujemy się i ruszamy dalej. Naszym finałowym punktem dnia będzie już niemieckie Königssee.

Na początku, jak zwykle, musimy przebić się przez Hallstatt. Samochody krążą w poszukiwaniu wolnych miejsc parkingowych, więc cierpliwie czekamy, aż droga się udrożni. Gdy tylko zostawiamy miasteczko za sobą, jazda staje się przyjemnością. Trasa jest ciekawa zarówno pod względem prowadzenia, jak i widoków, które co chwilę przyciągają wzrok.

Nie ma sensu się spieszyć – większość drogi i tak pokonujemy ze średnią prędkością poniżej 70 km/h. Dopiero po wjeździe na autostradę A10 w kierunku Salzburga tempo nieco wzrasta. Jednak długo tam nie zostajemy. Na wysokości Salzburga odbijamy na południe, w stronę Berchtesgaden, gdzie przekraczamy granicę z niemiecką Bawarią.

Schönau am Königssee

W Schönau am Königssee zjeżdżamy na Stellplatz für Wohnmobile und Wohnwagen przy Seestraße. Parking jest wypełniony niemal do granic możliwości, jednak po chwili znajdujemy pierwsze wolne miejsce, a następnie przestawiamy się na bardziej komfortowe stanowisko.

Idę do parkometru i… następuje mały zgrzyt. Automat uparcie nie widzi żadnej z moich kart bankowych, mimo że chwilę wcześniej płaciłem telefonem. Na szczęście obok stoi zmieniarka, więc szybko zamieniam banknoty na bilon. Ostatecznie postój opłacamy bez większych nerwów.

Sam parking, choć leży przy dość ruchliwej drodze, ma sporo uroku. Znajduje się tuż nad rzeką Königsseer Ache, pomiędzy zalesionym wzgórzem a nurtem wody, a w tle widać już potężne alpejskie szczyty.

Malerwinkelrundweg

Ruszamy na spacer, zaczynając od ścieżki wzdłuż rzeki. Szum wody działa kojąco, choć pewnie nie każdy uznałby go za relaksujący. Po kilku minutach docieramy do centrum miejscowości i wychodzimy na główną ulicę.

Nagle dopada mnie dziwne déjà vu. Ten deptak przypomina… Krupówki. Różnica jest taka, że zamiast „chińszczyzny” dominują tu minerały – od surowych okazów po starannie oszlifowane wyroby. Trzeba przyznać, że jest w czym wybierać.

Po drodze mijamy kilka lunet skierowanych na wschód. Wskazują jedno miejsce – Orle Gniazdo na Kehlsteinie. Dopiero po chwili dociera do nas, że patrzymy na słynną herbaciarnię, znaną z kart historii jako urodzinowy prezent dla pewnego dyktatora z wąsikiem. Jeśli kiedyś tam dotrzemy, na pewno poświęcimy temu miejscu osobny wpis.

Naszym głównym celem pozostaje jednak przystań statków wycieczkowych nad jeziorem Königssee. Sprawdzamy rozkład rejsów na kolejny dzień, a przy okazji po prostu chłoniemy widok. Nawet z perspektywy przystani jezioro robi ogromne wrażenie – wciśnięte pomiędzy pionowo opadające, skalne ściany wygląda wręcz nierealnie.

Dnia jeszcze nie kończymy. Ruszamy dalej szlakiem Malerwinkelrundweg, prowadzącym pomiędzy wiatami, w których przechowywane są łodzie. Trasa łagodnie się wznosi, a w prześwitach między drzewami co chwilę miga tafla jeziora.

Po kilkunastu minutach docieramy na punkt widokowy. Jest już blisko 18:00, więc w oddali widać całe „stada” statków wycieczkowych wracających do przystani. To jedno z tych miejsc, w których czas zwalnia. Można siedzieć godzinami i po prostu chłonąć ciszę oraz atmosferę.

Zdjęcie. Pięknie położony punkt widokowy na jezioro Konigssee na szlaku Malerwinkelrundweg. W dali na jeziorze widać powracające statki wycieczkowe.

Na powrót wybieramy dalszy odcinek pętli Malerwinkelrundweg. Szlak wyprowadza nas w okolice stacji kolejki linowej Jennerbahn, skąd do kampera mamy już tylko kilkaset metrów.

Podsumowanie

  • Przejazd Obertraun – Konigssee – 97 km.
  • Koszt postoju na parkingu Konigssee – 25,00 €.
  • Parking wyposaży w automatyczną toaletą. Chwilami może być tłoczno, ale jest. Przed wjazdem na parking umieszczono punkt zrzutu i uzupełniania wody na dwa pojazdy jednoczesnie. Wszystko na karty.
  • Trasa wycieczki Konigssee – Malerwinkelrundweg – 4,6 km. Przewyższenie 147 m.

Wskazówki

  • Z Obertraun do Hallstatt możesz dostać się z wykorzystaniem komunikacji publicznej (autobus), promem lub łodzią. Wyprawa promem kosztuje 10,00€ w jedną stronę, 16.00€ w obie strony. Bilet zniżkowy można kupić za 8,00€ lub 12,00€ w obie strony (2024 rok).
  • W przypadku, gdy nie działają twoje kary bankowe za postój nad jeziorem Konigssee zapłacisz gotówką. Automat przyjmuje wyłącznie bilon. Zmieniarka banknotów jest obok parkometru.

Wakacje 2024 – Dzień 25 – Steeg-Gosau

Tym razem przed nami spokojne zwiedzanie okolic Hallstatt

Prognoza pogody na dziś nie rozpieszcza. Zapowiadany jest deszcz, dlatego rozsądek wygrywa z ambicjami i rezygnujemy z wypadu w wysokie góry. Zamiast tego planujemy lżejszą trasę. Najpierw w Obertraun wsiadamy do pociągu, jedziemy do Steeg-Gosau, a następnie wracamy pieszo do kampera szlakiem biegnącym wzdłuż jeziora Hallstatt. Prosty plan – przynajmniej w teorii.

Zaczynamy od pociągu

Na początek zaliczamy mały falstart. Kupno biletu kolejowego okazuje się mniej intuicyjne, niż się spodziewaliśmy. Automat na dworcu oferuje bilety droższe o dwa euro w porównaniu z ceną online, a znalezienie właściwej strony kolei austriackich wśród dziesiątek wyników wymaga cierpliwości. Dopiero jedna, konkretna strona nie dolicza prowizji (link znajdziesz we wskazówkach). Ostatecznie jednak kupujemy właściwe bilety i ruszamy dalej.

Mimo że Obertraun to niewielka miejscowość, na peronie czeka sporo osób. Z przekąsem narzekamy na nasze koleje, po czym szybko okazuje się, że austriackie pociągi też potrafią się spóźniać. Nasz przyjeżdża z około dziesięciominutowym opóźnieniem. Sama podróż trwa krótko – zaledwie kilkanaście minut i dwa przystanki po drodze. Tor biegnie wzdłuż jeziora Hallstatt, więc co jakiś czas, pomiędzy drzewami, pojawiają się malownicze widoki.

Steeg-Gosau

W Steeg-Gosau wysiadamy na typowej, małej alpejskiej stacji kolejowej. Na jej tle dworzec w Obertraun wydaje się niemal metropolitalny. Najpierw orientujemy się w terenie, a potem kierujemy się w stronę centrum, licząc na szybkie zakupy. Niestety sklep okazuje się całkowicie zamknięty. Frustrację rekompensujemy więc wizytą w Cafe Bäckerei Konditorei Maislinger. Rzemieślnicze lody i ciastka z rodzynkami skutecznie poprawiają nam humor.

Brzegiem jeziora Hallstatt

Ruszamy lokalnymi uliczkami i… z rozpędu przegapiamy wejście na Arikogel. To zaledwie 150 metrów za kawiarnią. Skała z punktem widokowym na jezioro musi poczekać – nadrobimy to następnym razem.

Początek trasy prowadzi wśród zadbanych gospodarstw i wiejskich posiadłości. Szczególną uwagę zwracają drzewa owocowe prowadzone płasko przy ścianach budynków – zauważyliśmy to już podczas wcześniejszej wizyty w Hallstatt.

Zdjęcie. Ciekawym dla nas jest sposób prowadzenia drzew owocowych.

Im dalej od zabudowań, tym węższa staje się ścieżka. Szlak prowadzi tuż nad brzegiem jeziora, a z każdym krokiem Hallstatt zbliża się coraz bardziej. To wyjątkowo przyjemny, łatwy do przejścia odcinek.

W połowie drogi wychodzimy wprost na restaurację Uferwirt Seeraunzn, położoną między torami kolejowymi a brzegiem jeziora. Fenomen takich miejsc zawsze nas zaskakuje. W porze obiadowej lokal pęka w szwach, a chętni na stolik cierpliwie czekają w kolejce na zewnątrz.

Dalej szlak zmienia charakter. Idziemy metalowymi kładkami zawieszonymi kilka metrów nad taflą jeziora, tuż przy skalnej ścianie. Wrażenia są świetne, ale pogoda zaczyna się gwałtownie pogarszać.

Zdjęcie. Trochę emocji może wzbudzać część szlaku w okolicach stacji kolejowej Hallstatt.

Przyspieszamy kroku i niemal w ostatniej chwili docieramy w okolice stacji kolejowej Hallstatt. Chwilę później lunął deszcz. Razem z kilkorgiem turystów znajdujemy schronienie na schodach nieczynnego budynku stacji.

Mała uwaga praktyczna: choć do Hallstatt można dojechać pociągiem, stacja znajduje się po drugiej stronie jeziora. Do samego miasteczka trzeba jeszcze przeprawić się promem. Przystań promu znajduje się w pobliżu stacji kolejowej.

Gdy deszcz w końcu ustaje, ruszamy dalej. Do parkingu w Obertraun pozostaje około pół godziny spokojnego marszu wzdłuż jeziora.

Resztę dnia spędzamy już na plaży, korzystając z kąpieli i pięknego otoczenia jeziora Hallstatt.

Podsumowanie

Trasa wycieczki Steeg-Gosau – Obertraun – 10,1 km. Przewyższenie 84 m.

Wskazówki

  • Bilety na pociąg bez żadnych prowizji możesz zakupić na stronie internetowej kolei austriackich (oebb.at)
  • Opłata parkingowa uiszczana jest w automacie umieszczonym przy wjeździe na parking (rondo).
  • Nocleg na parkingu w Obertraun wymaga rejestracji i opłacenia podatku turystycznego. Dopełnienie tej czynności jest weryfikowane przez pracownika gminnego, który każdego ranka sprawdza, czy wszyscy to uczynili. Jeśli nie, to czeka, aż to zrobisz prawidłowo.
  • Przebieg rejestracji jest następujący:
    • ze skrzynki przy wjeździe na parking pobierasz białą kopertę.
    • w niej znajdują się dwa formularze. Na pierwszym wpisujesz liczbę osób na pokładzie, mnożysz raz wymaganą opłatę i wychodzi ci suma podatku do zapłaty.
    • wypełnioną deklarację i odliczoną kwotę gotówką wkładasz do koperty. Do niej wkładasz również drugi formularz meldunkowy złożony z samokopiującego się druku. Wypełniasz go danymi osobowymi.
    • pierwszą stronę druku wyrywasz i umieszczasz w widocznym miejscu za szybą kampera.
    • pozostałe części wkładasz do koperty, którą zaklejasz. Zaklejoną kopertę z gotówką wrzucasz do skrzynki pocztowej w tym samym miejscu gdzie pobierałeś druki. Trochę tego jest, ale jest wymagane przy postoju na noc.

Wakacje 2024 – Dzień 24 – Kranjska Gora – Obertraun

Kończą się nasze wakacje. Zawijamy się w stronę domu, ale jeszcze wiele przed nami.

Kończymy nasz krótki pobyt na Słowenii. Zdajemy sobie sprawę, że nie możemy mówić o poznaniu kraju. Wjechaliśmy zaledwie kilkadziesiąt kilometrów w jego głąb. Wiemy jednak, czego możemy oczekiwać w przyszłości.

Zaskakuje nas to jak szybko zmienia się kultura. Przecież 20 km dalej byliśmy we Włoszech. Inny język inne ceny, inna żywność w sklepach. Zwłaszcza na działach mięsnych z asortymentem bardziej podobnym do naszego. Chociaż ten trój styk granic jest bardziej widoczny w Włoszech, gdzie nazwy miejscowości występują w kilku językach.

My cofamy się kilka kilometrów w kierunku Włoch, a by na wysokości miejscowości Podkoren odbić w słoweńską drogę 201 w kierunku przejścia granicznego z Austrią na przełęczy Wurzen. Znów trafiamy na ciekawą drogę. Zwłaszcza po stronie austriackiej czeka nas przejazd długości kilkudziesięciu kilometrów z kilkunastostopniowym zjazdem. Znów silnik ciężko pracuje na niskich biegach, a hamulce i tak się grzeją. Bardziej płasko robi się dopiero w okolicach Villach.

Dla tych zainteresowanych, po minięciu przełęczy można zrobić przerwę w muzeum wojskowym Bunkermuseum Wurzenpass, którego reklamę w postaci stojącego na poboczu drogi czołgu T-34 mija się trochę wcześniej.

Przejazd autostradą, na szczęście był nudny, to znaczy nie było żadnych sensacji na drodze. Jedyną atrakcją jest fakt, że jedziemy przez Austrię, więc przynajmniej jest co podziwiać po obu stronach drogi. Oczywiście odpowiedni komentarz wyrywa się przed punktem poboru opłat w okolicach Sankt Michel. Nie dość, że płacisz winietę za przejazd, to jeszcze tu dajesz dodatkowy haracz.

Nadeszła ta chwila kiedy musimy opuścić wygodną autostradę i przemieścić się trochę drogami lokalnymi naszym celem jest znane nam już Obertraun koło Hallstattu. Jedziemy pięknymi, klimatycznymi drogami. Nie licz, że pojedziesz szybciej niż 50-70 km/h.

Obertraun

Herezje na drodze pojawiają się w okolicach Hallstattu, gdzie ludzie szukają wjazdu na parkingi, chociaż obsługi i tak kierują ich dalej z powodu zapełnienia. I tak jest prawie do samego Obertraun.

W Obertraun zatrzymujemy się na wydzielonej z ogólnego parkingu części dla kamperów. Jestem trochę zaskoczony, ponieważ ostatnim razem nie było tu trochę ciaśniej. Dzisiaj mogę wybrać nawet jakieś miejsce. Opłacamy postój i lecimy sprawdzić, czy jezioro jest na swoim miejscu. Jest.

Jest nawet lepiej niż poprzednio. Na plaży luz, a woda jest świetna. Znacznie lepsza niż ostatnim razem. Prawie do końca dnia spędzam aktywnie czas nad jeziorem zażywając kąpieli i korzystając z SUP-a. Prawie, ponieważ przegonił nas deszcz. Na szczęście i tak już mieliśmy kończyć.

Podsumowanie

  • Koszt postoju na Camp Spik – 60,00 € za noc.
  • Przejazd Gozd Martuljek – Obertraun – 213 km.
  • Dodatkowy koszt przejazdu autostradą a10 w Austrii – 13,50 €.

Wskazówki

  • Na większości zjazdów z autostrady A10 ustawione są znaki zakazu dopuszczające jedynie możliwość dojazdu do miejscowości docelowych w głębi Austrii. Ma to zapobiegać omijaniu płatnych odcinków autostrady i odciążyć lokalny system drogowy. Jest to egzekwowane. Możesz spotkać się z sytuacją, że zostaniesz zatrzymany i zapytany o miejsce docelowe podróży.