Wakacje 2024 – Dzień 22 – Gozd Martuljek – Spodnij Martuljkov slap

Zmiana kraju, środowiska … a góry wokół wciąż zachwycają

Wieczorem padał deszcz. Trochę taki dziwny rzadki, ale z dużymi kroplami. Trochę brzęczało od uderzeń w karoserię. Jednak w niczym nie przeszkadzało to w spaniu.

Według zapowiedzi wypada, że po południu również może padać deszcz. Ruszamy więc na krótki spacer po okolicy.

Naszym celem bliższym jest pierwszy wodospad na rzece Martuljska Bistrica (Spodnij Martuljkov slap), a następnym leżący dwa kilometry dalej górny wodospad (Zgornji Martuljkov slap).

Trasa prosta. Zaczynamy od kampingu i przez most na rzece Sava Dolinka dostajemy się do początku szlaku w miejscowości Gozd Martuljek. Przecinamy ścieżkę rowerową. Ścieżka rowerowa asfaltowa, urządzona prawdopodobnie na śladzie byłej kolejki szynowej.

Plany sobie, życie sobie

Niestety będziemy musieli zmodyfikować nasze plany. Na pierwszym napotkanym drogowskazie znajduje się informacja, że ścieżka na drugi wodospad jest zamknięta. W każdym razie idziemy dalej. Już na początku szlaku widać, że trasa jest popularna wśród turystów. Nie są to może tłumy, ale mija się kilkanaście osób po trasie. Większość trasy przemieszczamy się pośród drzew. Trasa staje się węższa po przekroczeniu po drewnianym moście rzeki. Mijamy dwa stopnie wodne na rzece. Po drodze mamy okazję zobaczyć ustawione przez turystów kamienne stosy na kamienistym brzegu rzeki. Trzeba przyznać, że niektóre wymagały wysiłku w budowie.

Ścieżka dobrze przygotowana i miejscami klimatyczna. Przejścia po wąskiej ścieżce z kilku metrową ekspozycją, drewniane kładki, czy metalowe schodki mogą wywołać trochę emocji u mniej doświadczonych wędrowców. Droga do pierwszego wodospadu zajmuje od początku około pół godziny. Warto jednak dojść do wodospadu. Na głównym punkcie widokowym panuje wilgotna atmosfera od unoszących się w powietrzu drobin rozbijanej o kamienie spadającej wody. Ciekawe miejsce do odpoczynku po trasie i podziwiania wodospadu. Polecamy.

Kapela Marije Sneżne

Od tego miejsca możesz zawrócić lub kontynuować wspinanie dalej. Po pokonaniu ścieżki do wodospadu masz do wyboru zejście do miejscowości drogą lub kontynuację wspinaczki. Decydujemy się na drugą opcję. Idziemy w kierunku drugiego wodospadu. Jednak ponieważ pogoda pogarsza się i zaczynają padać pojedyncze krople deszczu na jednym ze skrzyżowań odbijamy w lewo kierując się w stronę drewnianej kapliczki Marije Sneżne (Kapela Marije Sneżne). Po drodze do niej trzeba jeszcze tylko pokonać strumień. Da się jednak znaleźć miejsce do przejścia suchą stopą po kamieniach.

Trzeba przyznać, że ktoś wybrał dobre miejsce na kaplicę, która pasuje formą do otoczenia. Obok kaplicy znajduje się pomnik upamiętniający ludzi, którzy zginęli w górach.

Kontynuujemy schodzenie w kierunku miejscowości. Zaraz za kaplicą znajduje się dziwny twór przyrody mający nawet swoją nazwę Mama Lipa i 7 Córek (Mama Lipa in 7 Hcera). Jest to stara koślawa lipa w otoczeniu kilku młodych drzew. Bardzo intrygująca formacja.

Po drodze mijamy Brunaricę Pri Ingotu, czyli restaurację w domku z bali. Wygląda na rustykalny obiekt. Po obłożeniu stolików widać jednak, że obiekt cieszy się popularnością wśród turystów.

Zaraz za restauracją intryguje nas dziwny rytmiczny odgłos, który dochodzi krzaków nad rzeką, zaraz przy moście. Badamy sprawę i odnajdujemy przyczynę hałasu. Jest to jakaś forma układu zaworów na rurach wodnych z pracującymi zaworami ciśnieniowym wyrzucającym w górę strugi wody i wystukującymi powtarzalny rytm. Po wydeptanych śladach muszę przyznać, że nie tylko nas intrygował ten hałas.

Dalej schodząc, nie kierujemy się w stronę pierwszego wodospadu. Idziemy prosto drogą. Dopiero po dużym pochyleniu drogi na niektórych odcinkach drogi uświadamiamy, jak wysoko wchodziliśmy ścieżką obok wodospadu.

Pozostały czas spędzamy na błogim leniuchowaniu przerywanym kilka razy przez przelotne opady deszczu.

Podsumowanie

Trasa spaceru – Kamp Spik – Finżgarjeva kapela – 6,5 km. Przewyższenie 247 m.

Wakacje 2024 – Dzień 21 – Camp Spik

Zmieniamy Dolomity na Alpy Juliańskie

Kończy się nasz pobyt w Dolomitach. Szkoda, że trzeba się przemieszczać dalej. Jest jeszcze tyle ciekawych miejsc w okolicy do odwiedzenia.

Zbieramy się powoli. Nic nas nie goni. Dzisiaj mamy dzień przejazdowy. Robimy ostatnie zakupy na drogę.

W międzyczasie zaczepia nas przechodzący obok młody Włoch. Mówi o fajnym kamperze. Wcale się nie dziwię. Nam też się podoba. W każdym razie nawiązuje się krótka miła rozmowa. Tego trochę brakuje. Przełamania bariery językowej i nawet krótkiej rozmowy z miejscowymi, która wiele może dać.

Misurina

Rozstajemy się z Cortina d’Ampezzo. Nasz kolejny punkt postoju jest niedaleko. Jedziemy zaledwie kilkadziesiąt kilometrów do pobliskiej Misuriny. Ostatnim razem stanowiła ona dla nas bazę wypadową do odwiedzenia Tre Cime. Tym razem jedziemy tam, ponieważ jest tam jedyny punkt w okolicy, gdzie można obsłużyć kamperka. Ruch w pobliżu parkingów jak zwykle duży. Na parkingu dla ustawimy w się trzy kamperowym ogonku i czekamy na swoją kolej. W międzyczasie podziwiamy miotające się mniejsze pojazdy szukające miejsca do zaparkowania. Niektórzy nawet przymierzają się do zaparkowania na kamperowej zrzutni. I gdzie znajdują? Oczywiście na parkingu dla kamperów. Nie będę wypowiadał się na ten temat.

W każdym razie po chwili udaje nam się pozbyć się wszystkiego zbędnego i uzupełnić zapas wody na drogę. W pewnym momencie pada nawet propozycja przedłużenia pobytu w Misurinie, ale zdrowy rozsądek zwycięża.

Przez trzy kraje

Ruszamy w drogę. Naszym celem jest parking przy jeziorach Fusine w pobliżu włoskiego Tarvisio na styku granic włoskiej, austriackiej i słoweńskiej.

Nawigacja prowadzi nas do celu najkrótszą drogą, czyli przez Austrię. Znów jedziemy przez znane nam już tereny w pobliżu Dobbiaco. Tam uzupełniamy zapas paliwa na drogę. To był błąd. Zaraz po przekroczeniu granicy okazuje się, że paliwo w Austrii jest o około 20 eurocentów tańsze na litrze niż we Włoszech. Tego akurat nie przewidzisz.

Przez Austrię od granicy kierujemy się drogą B100 przez Lienz. Jedziemy przez piękną dolinę otoczoną wzgórzami i przewyższającymi je szczytami górskimi. Tren na pewno wart przyszłej uwagi, tym bardziej że jesteśmy tu pierwszy raz.

Po minięciu Lienz na wysokość Oberdrauburga odbijamy w prawo w drogę B110. Trafił nam się znów klimatyczny przejazd. Kilkadziesiąt ciasnych agrafek robi wrażenie. Droga na początkowym odcinku jest świetna, szeroka z trzecim pasem ruchu na pewnym odcinku. Znalazło się nawet miejsce na mały parking, gdzie zrobiliśmy sobie przerwę w podróży. Zresztą warto, ponieważ widoki były piękne.

W Kotschach zmieniamy drogę na B111 w kierunku Villach. I znów kolejna piękna dolina z wijącą się środkiem rzeką Gail. Co chwila mijamy drogowskazy wskazujące drogę do położonych po obu stronach kampingów. Widać, że rzeka jest również wykorzystana w celach rekreacyjnych. Zdążyłem zauważyć ekipę nad rzeką ze sprzętem do raftingu. Jednym słowem piękna dolina do wypoczynku i różnej aktywności. Na pewnym odcinku doliny nasza droga przebiega w pobliżu linii kolejowej. Również ona jest wykorzystana w celach turystycznych. Mijamy po drodze poruszającą się kilkuosobową drezynę z radośnie machającą do przejeżdżających samochodów obsadą. Bardzo interesujący sposób zwiedzania doliny.

Po chwili ponownie wracamy do Włoch. Zaskakuje nas na granicy włoski patrol wojskowy kontrolujący wjeżdżające pojazdy. My przejeżdżamy bez zatrzymania, jednak pojazd przed nami jest zatrzymany do kontroli. Pierwszy raz trafiamy na taką sytuację na granicy włoskiej. Nigdy wcześniej nie spotkaliśmy się z czymś takim. Trochę to smutne, że ponownie wracają kontrole na granicach.

Zaraz za granicą zjeżdżamy w drogę SS54 w kierunku granicy ze Słowenią. Jeszcze kilka minut i będziemy na miejscu, na parkingu nad jeziorem di Fusine w pobliżu Tarvisio. Jak się okazuje, nie wszystko przebiega po naszej myśli. Otóż, że w miejscu naszego przewidywanego noclegu urządzono akurat w tym czasie kolejną edycję „Koncertu bez granic”, tym razem nawet z udziałem Gorana Bregovica. W związku z tym nie mogliśmy się tam zatrzymać. Pozwolono nam jedynie zawrócić się za punktem poboru opłat.

Camp Spik

Szybka decyzja. Wracamy do naszych pierwotnych planów. Jedziemy na Słowenię. Pierwszy po drodze jest Camp Spik w Gozd Martuljek. Strzał w dziesiątkę. W recepcji dostajemy do ręki plan kampingu i mamy sobie wybrać miejsce. Znajdujemy pasujące miejsce. I rozpoczynamy leniuchowanie.

Kamping z w miarę płaskimi polami postojowymi. Może się zdarzyć, że czasem trzeba będzie niwelować poziom najazdami. Towarzystwo totalnie międzynarodowe. Przeplatują się chyba wszystkie znane nacje, w tym sporo pojazdów z rejestracją polską.

Nie można mieć zastrzeżeń do części sanitarnej. Blok sanitarny jak nowy, czysty. Znajdziesz tu pralki z suszarkami, a nawet lodówkę z oddzielnymi schowkami zamykanymi na kluczyk. Na terenie znajduje się bardzo fajny plac zabaw, którego główną atrakcją jest mały park linowy rozciągniętym pomiędzy drzewami. Czas po aktywnym dniu możesz spędzić w barze. Płatność niestety tylko gotówką. Zakupy natomiast możesz zrobić w minimarkecie znajdującym się przed wjazdem na kamping.

Podsumowanie

  • Przejazd Cortina d’Ampezzo – Gozd Martuljek – 203 km.

Wskazówki

  • Rowery możesz zabezpieczyć w przechowalni znajdującej się na terenie Camp Spik.
  • Koszt skorzystania z pralki to 9,00 €, do tego musisz mieć swoje proszki do prania.
  • Minimarket otwarty we wszystkie dni tygodnia, chociaż w niedzielę krócej.