Kończy się nasz pobyt w Dolomitach. Szkoda, że trzeba się przemieszczać dalej. Jest jeszcze tyle ciekawych miejsc w okolicy do odwiedzenia.
Zbieramy się powoli. Nic nas nie goni. Dzisiaj mamy dzień przejazdowy. Robimy ostatnie zakupy na drogę.
W międzyczasie zaczepia nas przechodzący obok młody Włoch. Mówi o fajnym kamperze. Wcale się nie dziwię. Nam też się podoba. W każdym razie nawiązuje się krótka miła rozmowa. Tego trochę brakuje. Przełamania bariery językowej i nawet krótkiej rozmowy z miejscowymi, która wiele może dać.

Misurina
Rozstajemy się z Cortina d’Ampezzo. Nasz kolejny punkt postoju jest niedaleko. Jedziemy zaledwie kilkadziesiąt kilometrów do pobliskiej Misuriny. Ostatnim razem stanowiła ona dla nas bazę wypadową do odwiedzenia Tre Cime. Tym razem jedziemy tam, ponieważ jest tam jedyny punkt w okolicy, gdzie można obsłużyć kamperka. Ruch w pobliżu parkingów jak zwykle duży. Na parkingu dla ustawimy w się trzy kamperowym ogonku i czekamy na swoją kolej. W międzyczasie podziwiamy miotające się mniejsze pojazdy szukające miejsca do zaparkowania. Niektórzy nawet przymierzają się do zaparkowania na kamperowej zrzutni. I gdzie znajdują? Oczywiście na parkingu dla kamperów. Nie będę wypowiadał się na ten temat.

W każdym razie po chwili udaje nam się pozbyć się wszystkiego zbędnego i uzupełnić zapas wody na drogę. W pewnym momencie pada nawet propozycja przedłużenia pobytu w Misurinie, ale zdrowy rozsądek zwycięża.
Przez trzy kraje
Ruszamy w drogę. Naszym celem jest parking przy jeziorach Fusine w pobliżu włoskiego Tarvisio na styku granic włoskiej, austriackiej i słoweńskiej.
Nawigacja prowadzi nas do celu najkrótszą drogą, czyli przez Austrię. Znów jedziemy przez znane nam już tereny w pobliżu Dobbiaco. Tam uzupełniamy zapas paliwa na drogę. To był błąd. Zaraz po przekroczeniu granicy okazuje się, że paliwo w Austrii jest o około 20 eurocentów tańsze na litrze niż we Włoszech. Tego akurat nie przewidzisz.
Przez Austrię od granicy kierujemy się drogą B100 przez Lienz. Jedziemy przez piękną dolinę otoczoną wzgórzami i przewyższającymi je szczytami górskimi. Tren na pewno wart przyszłej uwagi, tym bardziej że jesteśmy tu pierwszy raz.

Po minięciu Lienz na wysokość Oberdrauburga odbijamy w prawo w drogę B110. Trafił nam się znów klimatyczny przejazd. Kilkadziesiąt ciasnych agrafek robi wrażenie. Droga na początkowym odcinku jest świetna, szeroka z trzecim pasem ruchu na pewnym odcinku. Znalazło się nawet miejsce na mały parking, gdzie zrobiliśmy sobie przerwę w podróży. Zresztą warto, ponieważ widoki były piękne.
W Kotschach zmieniamy drogę na B111 w kierunku Villach. I znów kolejna piękna dolina z wijącą się środkiem rzeką Gail. Co chwila mijamy drogowskazy wskazujące drogę do położonych po obu stronach kampingów. Widać, że rzeka jest również wykorzystana w celach rekreacyjnych. Zdążyłem zauważyć ekipę nad rzeką ze sprzętem do raftingu. Jednym słowem piękna dolina do wypoczynku i różnej aktywności. Na pewnym odcinku doliny nasza droga przebiega w pobliżu linii kolejowej. Również ona jest wykorzystana w celach turystycznych. Mijamy po drodze poruszającą się kilkuosobową drezynę z radośnie machającą do przejeżdżających samochodów obsadą. Bardzo interesujący sposób zwiedzania doliny.
Po chwili ponownie wracamy do Włoch. Zaskakuje nas na granicy włoski patrol wojskowy kontrolujący wjeżdżające pojazdy. My przejeżdżamy bez zatrzymania, jednak pojazd przed nami jest zatrzymany do kontroli. Pierwszy raz trafiamy na taką sytuację na granicy włoskiej. Nigdy wcześniej nie spotkaliśmy się z czymś takim. Trochę to smutne, że ponownie wracają kontrole na granicach.
Zaraz za granicą zjeżdżamy w drogę SS54 w kierunku granicy ze Słowenią. Jeszcze kilka minut i będziemy na miejscu, na parkingu nad jeziorem di Fusine w pobliżu Tarvisio. Jak się okazuje, nie wszystko przebiega po naszej myśli. Otóż, że w miejscu naszego przewidywanego noclegu urządzono akurat w tym czasie kolejną edycję „Koncertu bez granic”, tym razem nawet z udziałem Gorana Bregovica. W związku z tym nie mogliśmy się tam zatrzymać. Pozwolono nam jedynie zawrócić się za punktem poboru opłat.
Camp Spik
Szybka decyzja. Wracamy do naszych pierwotnych planów. Jedziemy na Słowenię. Pierwszy po drodze jest Camp Spik w Gozd Martuljek. Strzał w dziesiątkę. W recepcji dostajemy do ręki plan kampingu i mamy sobie wybrać miejsce. Znajdujemy pasujące miejsce. I rozpoczynamy leniuchowanie.
Kamping z w miarę płaskimi polami postojowymi. Może się zdarzyć, że czasem trzeba będzie niwelować poziom najazdami. Towarzystwo totalnie międzynarodowe. Przeplatują się chyba wszystkie znane nacje, w tym sporo pojazdów z rejestracją polską.

Nie można mieć zastrzeżeń do części sanitarnej. Blok sanitarny jak nowy, czysty. Znajdziesz tu pralki z suszarkami, a nawet lodówkę z oddzielnymi schowkami zamykanymi na kluczyk. Na terenie znajduje się bardzo fajny plac zabaw, którego główną atrakcją jest mały park linowy rozciągniętym pomiędzy drzewami. Czas po aktywnym dniu możesz spędzić w barze. Płatność niestety tylko gotówką. Zakupy natomiast możesz zrobić w minimarkecie znajdującym się przed wjazdem na kamping.
Podsumowanie
- Przejazd Cortina d’Ampezzo – Gozd Martuljek – 203 km.
Wskazówki
- Rowery możesz zabezpieczyć w przechowalni znajdującej się na terenie Camp Spik.
- Koszt skorzystania z pralki to 9,00 €, do tego musisz mieć swoje proszki do prania.
- Minimarket otwarty we wszystkie dni tygodnia, chociaż w niedzielę krócej.